Stuart Turton - Demon i mroczna toń

Flota Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej ma właśnie wyruszyć w drogę z Batawii do Amsterdamu, wioząc ładownie wypchane skrzyniami pełnymi przypraw, a także tajemniczy Kaprys. Tuż przed wypłynięciem w porcie pojawia się trędowaty, wieszczący marny koniec głównego okrętu, Saardama, na którego pokładzie ma podróżować gubernator kolonii wraz z rodziną.

Osobą, która idealnie nadaje się do rozwiązania zagadki mrocznej przepowiedni, jest znany detektyw, Samuel Pipps. Tak się składa, że akurat znajduje się on na pokładzie Saardama, jednak dostał się na niego wbrew swojej woli - jako więzień - i nie może opuścić obskurnej celi w najdalszej części statku. Dlatego zadania tego podejmuje się jego pomocnik, ochraniarz i uczeń, Arent Hayes, a Sara, żona gubernatora, postanawia mu pomóc. 

Szybko okazuje się, że każdy pasażer na statku ma swoje tajemnice, niektóre fakty i historie niepokojąco łączą się ze sobą, a zagadki, zamiast dać się rozwiązać, nawarstwiają się coraz bardziej. Kolejne mrożące krew w żyłach wydarzenia sprawiają, że atmosfera na Saardamie gęstnieje i z każdym dniem rośnie niepokój, który w dowolnej chwili może przerodzić się w histerię.

Demon i mroczna toń to takie The Hateful Eight Tarantino, ale na europejskim statku i w XVII wieku, w dobie kolonializmu. Przy okazji klimat przeklętego okrętu kojarzy się trochę z serialem Dracula, a Samuel Pipps i Arent Hayes to (prawie) kropla w kroplę Sherlock i Watson. Z takiego połączenia po prostu musiało powstać coś świetnego - i faktycznie!

Jednym z największych atutów powieści jest jej niesamowity klimat. Składa się na niego tak wiele czynników: motyw demonów, starych ksiąg, mroczna atmosfera czasów, gdy czary i zabobony były jeszcze obecne w życiu ludzi, brutalne realia panujące na pokładzie statku. Na Saardamie rozgrywa się prawdziwa walka o przetrwanie, a bohaterowie muszą się mierzyć nie tylko z żywiołami. Dochodzi do coraz bardziej niebezpiecznych tarć między marynarzami i muszkieterami gubernatora, a oprócz tego jest jeszcze demon, który szepcze do załogi i pasażerów z głębin mrocznej toni. 

Fabuła została dobrze zbudowania i wyważona, w żadnym momencie nie wydawała się nużąca ani przegadana, ale też nie gnała na łeb na szyję, dzięki czemu mogliśmy zagłębić się w nasze własne śledztwo. Jeśli akcja na chwilę zwalniała, autor dobrze wykorzystywał ten czas na nawiązanie bliższej więzi między czytelnikiem a bohaterami albo przedstawienie kolejnych wskazówek i domysłów naszych detektywów-amatorów. Ale gdy dochodziło do jakiegoś ważnego wydarzenia, Turton zdecydowanie nie zawodził.

Główni bohaterowie już od samego początku wzbudzają naszą sympatię. Arent może onieśmielać swoją ogromną posturą i brutalną przeszłością, ale po prostu nie da się go nie lubić, a Sara jest złożoną, silną kobiecą postacią - zresztą wszystkie kobiety w tej książce są konkretne i zaradne (mimo panujących ówcześnie konwenansów i ograniczeń), chociaż każda na inny sposób. Autor postawił na ciekawe, barwne postaci, które mają swoje szczególne cechy, i poprowadził je konsekwentnie - ich zachowanie zawsze jest zgodne charakterem i takie realistyczne, prawdziwe.

Nie ukrywam, że rozwiązanie zagadki nie wcisnęło mnie w fotel równie spektakularnie, co w przypadku poprzedniej książki Turtona - Siedem śmierci Evelyn Hardcastle. Przez moment byłam nawet przekonana, że po całej tej świetnej historii ostatecznie czeka mnie rozczarowanie, ale na szczęście zakończenie okazało się satysfakcjonujące. Co prawda niektórych rzeczy się domyśliłam, ale większa część rozwiązania była dużym zaskoczeniem!

Stuart Turton zabiera nas w niesamowitą podróż i gwarantuje przeżycie wspaniałej przygody. Jego  klimatyczna, tajemnicza opowieść będzie idealna dla czytelników z detektywistyczną smykałką.  A książka została wydana z takim poczuciem estetyki i dbałością o szczegóły, że nie można oderwać od niej wzroku - nawet po zakończeniu czytania!

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza