Paulina Łopatniuk - Na własnej skórze. Mała książka o wielkim narządzie

Wiedzieliście, że skóra to największy narząd człowieka? Spełnia bardzo wiele różnych funkcji - chroni nas przed wirusami, bakteriami, urazami mechanicznymi (do pewnego stopnia), jest odpowiedzialna za naszą percepcję otoczenia - dzięki niej wiemy, że ta denerwująca mucha zaczęła chodzić nam po ręce albo że garnek był jednak gorący - a przy okazji zasłania wszystkie niezbyt estetyczne bebechy, z których się składamy. Słowem - skóra się przydaje. Prawdopodobnie zbyt rzadko ją doceniamy. A już na pewno nie jesteśmy w pełni świadomi niebezpieczeństw, które na nią czyhają (może oprócz tego garnka)! Na szczęście Paulina Łopatniuk, patomorfolożka, autorka bloga Patolodzy na klatce i pozycji Patolodzy. Panie doktorze, czy to rak?, postanowiła poświęcić skórze całą książkę!

Pierwsze zetknięcie z lekturą może okazać się dosyć... osobliwe, ponieważ Łopatniuk ewidentnie lubi staromodny język i składnię, stosuje przestawny szyk zdania, często używa "li", a zamiast "zamiast" pisze "miast" (zabieg zamierzony). Na początku możecie mieć niejaki problem ze zrozumieniem, o co chodzi w niektórych fragmentach. Faktycznie, trzeba się oswoić z tym nietypowym sposobem pisania, ale, gdy już się do niego przyzwyczaicie, odkryjecie, że ta książka to złoto!

Nie da się ukryć, że skóra jest całkiem skomplikowanym narządem, a medycyna i patomorfologia też do najprostszych nie należą, dlatego musicie przygotować się na mnóstwo trudnych słów i fachowej, naukowej terminologii. Na szczęście autorka w cudowny sposób tłumaczy nam wszystkie te przerażające "desmosomy" i "keratynocyty" - jej obrazowe porównania pomogą Wam przyswoić nawet najbardziej zaawansowaną wiedzę. Do moich ulubionych należą zdecydowanie "hordy keratynocytów zombie" albo "śledzie podtrzymujące naskórkowy namiot".

Przy okazji Łopatniuk ma taką fantastyczną manierę, żeby wszystko zdrabniać aż do uzyskania absurdalnych wręcz wyrazów. Tak więc znajdziecie tu takie cuda jak "czerniak - czerniaczek - czerniaczątko", czy "owrzodzonko". Mogłybyśmy sobie tak pogadać, bo ja też z jakiegoś powodu uwielbiam zdrabniać!

Oczywiście, te zabiegi nie mają, broń Boże, na celu wyśmiewania jakichkolwiek owrzodzeń, czerniaków czy nowotworów, a sama książka jest nie tylko ciekawa czy dowcipna, ale też rzetelna i merytoryczna.

Muszę Was jednak ostrzec, że jest to pozycja dla czytelników o mocnych nerwach! Zdecydowanie odradzam ją osobom ze skłonnościami hipochondrycznymi - w końcu cała ta książka jest zbiorem tysiąca możliwych chorób, które atakują naszą skórę (i nie tylko!). Ponad sto pierwszych stron traktuje o samych tylko nowotworach i to w takim natężeniu, że w końcu zaczęłam oglądać całe swoje ciało w poszukiwaniu nawet najbardziej niewinnych niedoskonałości i zmian!

I jeszcze te zdjęcia - prawdziwy horror! Z jednej strony uważam, że to świetnie, że się tutaj znalazły (książki z obrazkami zawsze są lepsze, a już szczególnie książki popularnonaukowe!), ale niektóre z nich były naprawdę przerażające! (Widzicie już te owrzodzone, ropiejące dwudziestocentymetrowe guzy?). Jest tu też dużo obrazów mikroskopowych, które na szczęście nie wyglądają tak strasznie. Swoją drogą, naprawdę podziwiam fakt, że patomorfolodzy i patomorfolożki są w stanie cokolwiek na nich dostrzec.

Ogromnym plusem tej książki jest to, że Łopatniuk z równym szacunkiem traktuje zarówno panów naukowców, jak i panie naukowczynie (na przykład używa feminatywów). W ogóle z każdą kolejną stroną pałałam do autorki coraz większą sympatią. To naprawdę świetna babka! Po pierwsze, ma koty! Po drugie, uwielbiam lektury popularnonaukowe, które są napisane właśnie w takim stylu - groteskowe opisy, śmieszne, dowcipne komentarze, a równocześnie ogrom ciekawych wiadomości. A po trzecie, znajdziecie tu mnóstwo nawiązań do gier, książek i całej geekowej popkultury - Władcy pierścieni, Wiedźmina czy Harry'ego Pottera. Czego chcieć więcej?

Lektura jest wymagająca, ale równocześnie dostarcza nam wiele nowych informacji i porządną dawkę rozrywki (oprócz tych wszystkich fragmentów o nowotworach, które dają głównie podwyższone ciśnienie i nerwicę). Na własnej skórze to naprawdę wyjątkowa książka (a w dodatku nasza rodzima!), w której ciekawe medyczne wiadomości przeplatają się z równie interesującymi (niekoniecznie medycznymi) anegdotkami, a całość jest okraszona wyjątkowym stylem pisania, humorem i wyrażeniami typu "grzyb skubaniec".

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza