Jack Campbell - Nieustraszony

Druga część przygód legendarnego Johna "Black Jacka" Geary'ego trzyma poziom i ani trochę nie odstaje od pierwszej - pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że jest od niej pod wieloma względami jeszcze lepsza! Do historii powracamy dokładnie w momencie, w którym przerwaliśmy ją w Nieulękłym - pierwszej części cyklu (jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to nie zaglądajcie dalej! Zamiast tego zapraszam na recenzję Nieulękłego - o tu). 

Siły Sojuszu dalej przemierzają odległe rubieże galaktyki, ani trochę nie przybliżając się do domu. Wręcz przeciwnie - z każdym skokiem przez hipernetyczne wrota, zapuszczają się jeszcze głębiej na tereny wrogiego Syndykatu. Żeby zmylić przeciwnika, Geary postanawia uskutecznić najbardziej szalony plan, jaki przyszedł mu do głowy. Część floty zdaje się doceniać jego nieprzewidywalność, jednak niezadowolenie wśród generałów nieprzychylnych "Black Jackowi" rośnie coraz szybciej. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy na pokładzie "Nieulękłego" pojawiają się odbici jeńcy wojenni, a wśród nich prawdziwa gwiazda swojego pokolenia i idol żołnierzy Sojuszu, który może podkopać świeżo zdobytą pozycję Geary'ego. 

Największym atutem książek Campbella są bezsprzecznie opisy kosmicznych potyczek. Muszę przyznać, że Zaginiona flota jest zdecydowanie najlepszym militarnym sci-fi, jakie dotąd czytałam! Kunszt, z jakim autor opisuje skomplikowane manewry wojskowe, jest godzien podziwu. Udaje mu się zachować względny realizm i prawa fizyki, a równocześnie przedstawić bitwy w niezwykle emocjonujący sposób i utrzymać czytelnika w tak ogromnym napięciu, że stara się on na jednym wdechu przyswoić niekiedy i pięćdziesiąt stron!

Nieustraszonego już od samego początku czyta się lepiej niż poprzednią część - teraz, gdy jesteśmy przyzwyczajeni do nieco topornego stylu, w jakim została napisana. Dalej znajdziemy tu momenty przedstawione z przesadną pompą i zbyt dużą dozą patetyzmu, ale rażą one zdecydowanie mniej. 

Autor uchyla rąbka tajemnicy, którą owiany jest konflikt między Sojuszem i Syndykatem (szczególnie jego początki!), a wnioski, do jakich dochodzi Geary, kierują historię w bardzo ciekawą stronę! Obserwujemy również rozwój postaci, które roszczą sobie coraz więcej miejsca w naszych serduszkach, w miarę jak wspólnie zagłębiamy się na wrogie kosmiczne tereny.  Z coraz większym zaangażowaniem oglądamy też utarczki między przywódcami floty, a głupota i niesubordynacja niektórych bohaterów często podnoszą nam ciśnienie.

Postaci Campbella są raczej prosto wykreowane, zero-jedynkowe i schematyczne. Mimo że możemy zaobserwować rozwój niektórych z nich, drobne zmiany w sposobie myślenia, to dalej jesteśmy raczej pewni, czego się po nich spodziewać. Pod tym względem prym wiedzie oczywiście Geary, który pozostaje wyidealizowanym, nieomylnym bohaterem bez skazy. Zdecydowanie widać to na przykład w momencie, gdy autor wprowadza nową postać, która w założeniu miała być mocnym charakterem, ale przy "Black Jacku" wypada tak blado, że aż robi nam się żal. 

Z jednej strony wypadałoby, żeby komodor popełnił w końcu jakiś błąd. Przecież nie może być tak, że przez wszystkie sześć części każda rzecz, której się chwyci, zakończy się sukcesem, bo ostatecznie zrobiłoby się to trochę nudne (a także ździebko nieprawdopodobne). Ale z drugiej, za każdym razem, gdy nadchodzi ważny moment, toczy się kolejna efektowna bitwa, od której zależą losy floty Sojuszu, modlę się, żeby nic złego się nie stało!

Nieustraszony dostarcza świetnej rozrywki na wysokim fantastyczno-naukowym poziomie i mnóstwo emocji. Lekturę pożera się w tempie podobnym do tego, które rozwijają zwinne korwety Sojuszu, przemierzające kolejne systemy w drodze do domu. A technologiczny smaczek związany z hipernetem, którym raczy nas w tej części Campbell, jest naprawdę cudowny! 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza