Agnieszka Markowska - Czas niepogody

Sarune od dziecka marzyła, by zostać akolitką Pana Światła i dołączyć do Sióstr Jutrzenki - osobistej świty Najwyższej Kapłanki Enklawy Słońca. Wytrwałą pracą i niezachwianą wiarą zyskała miejsce w zakonie, ale teraz, gdy jej marzenie w końcu może się spełnić, nagle wszystko coraz bardziej się komplikuje.

We wiosce zaczyna brakować Insomnium, które blokuje sny i chroni wyznawców Pana Światła przed grzechem i Tkaczami, mrocznymi dziećmi Pani Nocy. Przyjaciółka Sarune, Rhianna, która jest pół-Tkaczką i gardzi zakonem Pana Światła, staje się coraz bardziej nieznośna i zbuntowana, a na Sarune uwagę zwraca pewien Tkacz Nocy, który otwiera jej oczy na sprawy, o jakich dotąd nie miała pojęcia. 

Niestety główna bohaterka nie zrobiła na mnie szczególnie niesamowitego wrażenia. Z początku jest to dziewczyna do bólu wręcz naiwna, zatopiona po uszy w swojej gorliwej wierze i traktująca wszystkich bardzo protekcjonalnie. Nie wiem już nawet, co bardziej mnie w niej irytowało - ta jej bezmyślna łatwowierność, czy raczej fakt, że wbrew pozorom (wszyscy twierdzą, że to taka dobra i urocza dziewczyna) jej zachowanie jest przez większość czasu po prostu egoistyczne. I niby można je bardzo łatwo wytłumaczyć, a na kolejnych stronach obserwujemy powolną przemianę bohaterki, jednak nie zmienia to faktu, że pozostaje raczej denerwująca.

Natomiast Kadana, głównego męskiego bohatera, uwielbiam od pierwszego wypowiedzianego przez niego zdania. No dobrze, tak naprawdę od trzeciego. To jest, proszę Państwa, ciekawy, błyskotliwy i dający się lubić bohater, w dodatku Tkacz Nocy, oczywiście niesamowicie pociągający, eteryczny i inny niż wszyscy, więc łatwo może zawrócić nam w głowie!

Markowska oczarowała mnie jednak nie tylko uroczym chłopcem, ale też bardzo ładnie wykreowanym światem, a przede wszystkim terminami, którymi się posługuje - Tkacze Nocy, Kroczący wśród Snów, Enklawa Słońca - wszystkie te określenia brzmią po prostu przepiękne! Sama historia Świetlistych, Tkaczy, Pana Światła i Pani Nocy, którą poznajemy na początku, była intrygująca i zapowiadała naprawdę ciekawą przygodę!

Niestety książka okazała się okropnie nierówna. Początek był przywozicie opracowany, zostaliśmy wprowadzeni do historii, a akcja była dobrze wyważona (choć na pierwszych stronach raczej powolna). Potem zawiązały się główne wątki i do tego momentu jeszcze wszystko było w porządku. Ale wtedy nagle autorka zaczęła wszystko coraz bardziej skracać, ucinać i spłycać, cały tydzień mijał na jednej kartce, jakby Markowska uświadomiła sobie, że z jakiegoś powodu musi zmieścić się na 300 stronach i nie zostało jej wystarczająco dużo miejsca ani na porządne rozwinięcie akcji, ani na dobre zakończenie.

O tak, to zakończenie... "Najważniejszy" i "najstraszniejszy" moment rozegrał się na jakichś dwóch stronach, nie wzbudzając zupełnie żadnych emocji. Nie mam nawet pojęcia, co mogłabym jeszcze o nim napisać... Może oprócz tego, że rozczarowało mnie na całej linii. 

Ale to jeszcze nie koniec mojego utyskiwania. Otóż książka pełna jest niedopowiedzeń, a czasem faktów wręcz nielogicznych. Niektóre momenty i wątki kończyły się, zanim zdążyły się porządnie zacząć, były urwane albo zupełnie niewykorzystane. Markowska porzucała pewnych bohaterów bez żadnego słowa, inni wybierali się w bezsensowne podróże tylko po to, żeby zupełnie niczego nie załatwić i wrócić. A mocne postaci, wokół których kręciła się akcja, nagle zostawały zdegradowane, zmienione nie do poznania. W wielu przypadkach rozumiem zamysł autorki, wiem, co chciała osiągnąć, ale naprawdę powinna była poświęcić na to zdecydowanie więcej czasu i lepiej przedstawić. 

To samo tyczy się wątku miłosnego. Początkowo napięcie między bohaterami było naprawdę dobrze budowane, stopniowo atmosfera stawała się coraz gorętsza i przyznaję, że w pewnym momencie czytałam tę książkę głównie ze względu na romans (i Kadana, z którego, jak już wspominałam, jest całkiem fajny facet). A potem, po całym tym napięciu, nadszedł moment, na który wszyscy czekali i... również rozegrał się bez żadnych emocji i tak szybko, że można go było nawet nie zauważyć. Serio. Tak się nie robi.

Czas niepogody miał naprawdę spory potencjał. Pomysł był intrygujący, świat ładnie wykreowany, Markowska raczyła nas tajemnicami i intrygami, we wiarygodny sposób przestawiła rozwój i przemianę postaci. Dlatego bardzo boli mnie fakt, że wszystko to mogłoby być znacznie lepsze, gdyby autorka napisała przynajmniej dwieście stron więcej. A najlepiej podzieliła historię na dwie części i poświęciła wystarczająco dużo czasu na rozwinięcie akcji i przedstawienie trochę większego kawałka swojego świata.

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza