Tom Corley - Bogate dzieci. Poradnik dla mądrych rodziców

Tom Corley wyrusza ze swoim synem w podróż przez pół Stanów i przez całą drogę opowiada mu o wakacjach, które spędził u dziadka w wieku dwunastu lat, kiedy to nauczył się wszystkiego, co trzeba wiedzieć, by stać się bogatym człowiekiem. Rzeczony dziadek, J.C., autor książki Nawyki bogatych, przyjaciel prezydenta, bogacz i trener kolejnych ludzi sukcesu, z tego, co zrozumiałam, jest fikcyjną postacią stworzoną przez Corley'a. 

Bogate dzieci jest poradnikiem raczej nietypowym, ponieważ wszystkie rady, prawdy i nawyki, przekazane Tomowi przez dziadka kilkadziesiąt lat temu, poznajemy w formie fabularnej opowieści, którą autor roztacza przed nami i swoim synem. Lekcje przeplatają się w niej ze wspomnieniami niesamowitych wakacyjnych wyjazdów, zafundowanych Tomowi przez J.C.

W blurbie przeczytamy, że "poradnik, który trzymasz w rękach, pokazuje, jak nauczyć dziecko podejmowania słusznych decyzji i pokonywania trudności". Teoretycznie "pokazuje ludziom jak wychować dziecko". Tylko, że zupełnie niczego takiego tutaj nie ma! Chyba, że faktycznie powinno się prowadzić dzieciakowi tygodniowe wykłady, a w międzyczasie jeździć na wycieczki po całych Stanach... W skrócie - nie znajdziecie tu zupełnie żadnych faktycznych porad, w jaki sposób sprawnie przekazywać dziecku wiedzę, umiejętności i nawyki, które mogą mu się przydać w przyszłości. Zapisywanie wykładów w kajeciku uskutecznia się w szkole. Myślałam, że autor pochwali się jednak czymś lepszym...

Nie mówię, że książka jest całkowicie bezużyteczna, bo faktycznie można w niej znaleźć kilka ciekawych i pomocnych wskazówek, na przykład na temat oszczędzania i rozporządzania swoimi pieniędzmi. Mówi też o zdrowym trybie życia, który jest dobry dla każdego człowieka, nieważne jak bogatego.

A jednak z drugiej strony nie mogę się pozbyć wrażenia, że większość przedstawionych w niej "mądrości" jest po prostu sztuczna i wynika z bardzo ograniczonego, zero-jedynkowego, niesamowicie egoistycznego myślenia, a życie w zgodzie ze wszystkimi tymi wskazówkami musi być bardzo smutne. 

Zdecydowanie najbardziej nie podoba mi się rada, żeby słuchać ludzi tylko po to, by nas polubili i żebyśmy mogli potem wykorzystać ich do swoich celów. Nie wiem, może przemawia przeze mnie moje pochodzenie z klasy średniej, ale wydaje mi się, że uczenie dwunastolatka manipulowania ludźmi nie jest najlepszym pomysłem. Ale w sumie już wiem, dlaczego zazwyczaj mamy takie, a nie inne wyobrażenie o "bogatych" dzieciakach.

W książce znajdziemy też między innymi rozdział o wolontariacie, a w nim rewelacje tego typu: "Zamożni spełnieni ludzie mają nawyk udzielania się w charakterze wolontariuszy. Gdy funkcjonujesz w swojej społeczności jako wolontariusz, twoje nazwisko staje się znane. (...) Zyskujesz uznanie otoczenia (...)". Nawet robienie czegoś, co ma być w zamyśle dobre i bezinteresowne, jest tylko kolejnym przejawem wyrachowania. Oczywiście w rozdziale tym przeczytamy także, że wolontariat daje poczucie celu w życiu i fajnie zrobić coś dobrego, ale z drugiej strony pozwala również zwiększyć sieć kontaktów, czytaj: ludzi, których będzie można potem wykorzystać.

Wszystkie te przejawy interesowności i ograniczającego sposobu myślenia niesamowicie zniechęciły mnie do autora i jego książki. Wydaje mi się, że jej celem wcale nie jest uczenie dzieci jak być bogatym i odnoszącym sukcesy, tylko jak stać się snobem i wyrachowanym człowiekiem, który nie może czerpać z życia żadnych przyjemności. No dobrze, poza sportem, sport jest okej. Ale czytanie czegokolwiek poza książkami o samorozwoju? Pff, po co marnować na to swój cenny czas... W dodatku, tak jak już wspomniałam, pozycja ta nie przedstawia żadnych przystępnych metod uczenia dzieci czegokolwiek. A wstawki fabularne zupełnie niczego nie wnoszą, jedynie w sztuczny sposób zwiększają objętość książki. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza