Wendy Mitchell - Ja, którą kiedyś znałam. Moje życie z chorobą alzheimera

Choroba alzheimera kojarzy nam się zazwyczaj ze starszymi, zniedołężniałymi ludźmi, którzy spędzają dni, wpatrując się w przestrzeń albo nieskładnie opowiadając swoje wspomnienia z zamierzchłej przeszłości. U Wendy Mitchell rozpoczęła się jednak zdecydowanie wcześniej, bo w wieku 58 lat, kiedy kobieta żyła pełnią życia, zajmowała wysokie stanowisko w szpitalu i była niesamowicie aktywna. Chorobę atakującą w tak młodym wieku nazywa się demencją o wczesnym początku i dotyczy ona osób poniżej 65. roku życia. 

Alzheimer to jedna z przypadłości, które od zawsze najbardziej mnie przerażały. Tym bardziej niesamowite wrażenie zrobił na mnie fakt, że autorką książki, którą trzymałam w dłoni, jest właśnie osoba dotknięta demencją. Teksty Mitchell są błyskotliwe, wciągające, pełne urzekających poetyckich wstawek i metafor, nasycone treścią, jej pióro - lekkie i wprawne. Ta książka została naprawdę przepięknie napisana i nie wiem, czy ktokolwiek mógłby z samego sposobu pisania wywnioskować, że autorka ma demencję!

W Ja, którą kiedyś znałam Mitchell mówi nie tylko o swoim codziennym życiu, ale także o "walce" z wyobrażeniem na temat osób z chorobą alzheimera, które funkcjonuje w społeczeństwie i z traktowaniem, z którym się spotkała. Przerażające jest to, że ludzie z góry zakładają, że nie jest w stanie sama podejmować decyzji, że nic nie rozumie, zaczynają traktować ją jak warzywo, za które ktoś inny musi zabierać głos... 

Jednak Mitchell pokazuje nam zupełnie inny obraz takich ludzi - silnych, walczących o to, by pozostać niezależnymi. Wendy mieszka całkowicie sama, sama też podróżuje po świecie, prowadzi wykłady, jest zapraszana w roli mówcy na różnego rodzaju uroczystości, udziela się w organizacjach medycznych i robi wszystko to, czego społeczeństwo próbuje jej odmówić.

Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, te straszne momenty, gdy nie potrafi się odnaleźć we własnym domu albo gdy idzie ulicą i nagle nie ma pojęcia, gdzie jest. Gdy cały świat atakuje ją milionem bodźców, które zapierają jej dech w piersi i pozostawiają całkowicie zdezorientowaną. 

Najbardziej jednak przerażające jest to, że powoli traci świadomość samej siebie. Brakuje jej wszystkich tych umiejętności, które dotąd ją definiowały. Zaczyna widzieć w sobie obcą osobę, tak niepodobną do tej, którą znała całe życie. Może dlatego w swojej książce zwraca się do "starej" siebie jak do osobnej, niezależnej osoby. Prowadzi przejmujące rozmowy ze sobą z przeszłości, z tą aktywną, wysportowaną, zdrową, ambitną i pracowitą, samodzielną kobietą, którą wszyscy podziwiali za niesamowitą pamięć i zdolności organizacyjne. 

Ja, którą kiedyś znałam przedstawia inspirującą walkę o każdy dzień, o każdą drobną rzecz, która pozwala zachować przynajmniej pozory normalnego funkcjonowania. Autorka zwraca uwagę chociażby na fakt, że sam sposób wypowiadania się na temat choroby ma ogromne znaczenie. Często powtarza zdanie "Ja nie cierpię na demencję, tylko żyję z demencją", które chyba najlepiej wyraża jej stosunek do choroby, jej niezłomną wolę i ogromną siłę.

Ile ja się na tej książce napłakałam! A po skończeniu lektury weszłam również na bloga Mitchell (tak!), a potem oglądałam jeszcze filmiki z jej wystąpień i płakałam dalej. Jaka ta kobieta jest niesamowita! Niektórzy wątpią nawet, czy jest naprawdę chora, bo całkiem dobrze sobie radzi wśród ludzi, a oni oczekują od niej, że będzie bezmyślną, zdemenciałą staruszką i czują się oszukani, że tak nie jest. Co to w ogóle za abstrakcja... Powinni ją podziwiać! 

To jedna z najbardziej wartościowych i pięknych, a równocześnie najmocniej rozdzierających serduszko książek, jakie dotąd przeczytałam. Wendy Mitchell jest cudowną, inspirującą osobą, dla której nie ma rzeczy niemożliwych i zdecydowanie możemy się od niej niesamowicie wiele nauczyć. Z całego serduszka polecam Wam jej książkę, tym bardziej, jeśli w Waszej rodzinie jest ktoś, kto również "żyje z demencją". 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza