Laura Kneidl - Someone Else

W swojej kolejnej książce Kneidl przybliża nam losy postaci, które zdążyliśmy poznać w Someone new (jeśli jeszcze jej nie czytaliście, to zapraszam na recenzję tutaj), czyli Cassie i Auriego, współlokatorów Juliana. Już z pierwszej części serii wiemy, że ta dwójka krąży wokół siebie jak dwa zagubione kociaki. Z jednej strony łączy ich tak wiele, że po prostu nie mogą nie być razem. Z drugiej, coś ciągle stoi im na drodze, a każda próba przeniesienia znajomości na nieco inną płaszczyznę kończy się... niezbyt dobrze. Cały czas towarzyszy im też myśl, czy w którymś momencie próby tworzenia związku nie zniszczą bezpowrotnie ich przyjaźni.

Mimo łączącego ich uczucia, a także wspólnej pasji, wydaje się, że naszych bohaterów dzieli równie wiele. Auri jest bardzo otwarty i imprezowy, w towarzystwie czuje się swobodnie, ale z drugiej strony przywiązuje wielką wagę do tego, co myślą o nim inni. Cassie natomiast jest raczej zamknięta w sobie, tłumy ludzi ją przytłaczają, a jednak nie wstydzi się być sobą i nie potrzebuje aprobaty innych (może poza wąskim gronem swoich najbliższych). 

Zacznę od tego, że już na samym początku książka bardzo mnie zaskoczyła, bo... zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Cassie! Wyrobiłam sobie pogląd na jej temat jeszcze podczas czytania Someone new i początkowo miałam duży problem, żeby przyporządkować to moje wyobrażenie do faktycznej bohaterki. W Someone else dużo dogłębniej poznajemy charakter Cassie i  tak naprawdę dopiero teraz bardzo ją polubiłam! W książce po raz pierwszy pojawiły się też ilustracje, które są naprawdę przeurocze, a przy okazji bardzo mi pomogły, bo w mojej głowie wygląd Cassie także różnił się od opisu... Liczę, że takie grafiki będą się już teraz pojawiały w każdej kolejnej części!

Bardzo podoba mi się pomysł, żeby brać na warsztat bohaterów ze swoich poprzednich książek. Dzięki temu możemy dalej od czasu do czasu sprawdzać, co dzieje się u postaci, które zdobyły nasze serduszka  (i trudno byłoby nam się z nimi pożegnać), a równocześnie poznawać lepiej te, które już wcześniej zwróciły naszą uwagę. 

Cassie i Auri awansowali na moją ulubioną parę w wydaniu Kneidl - zdecydowanie najmilej mi się o nich czytało. Po pierwsze, chemia i napięcie między nimi są już od samego początku wręcz namacalne. Ale, co ważniejsze, cały czas widać też ich uczucie, nie tyle namiętność, co ogromne, grzejące serducho przywiązanie, dbanie o siebie nawzajem, przejmowanie się swoim samopoczuciem. W dodatku to pierwsza para u Kneidl, która (mimo wielu dzielących ich różnic) ma przynajmniej jakikolwiek wspólny czynnik - ich pasję (czego naprawdę bardzo brakowało mi w poprzednich historiach). A przy okazji tą pasją są książki fantasy, więc nie może być lepiej!

Daję też oczywiście ogromnego plusa za nawiązanie do Wiedźmina!

Powieści Kneidl zdecydowanie wyróżnia fakt, że mimo swojej słodyczy i złudnej lekkości, zawsze mówią o bardzo istotnych i trudnych tematach. W Someone else głównym motywem jest ogromna potrzeba akceptacji, zarówno ze strony środowiska, jak i przez samego siebie. W dodatku poruszony zostaje tu temat rasizmu i związanych z nim uprzedzeń, krzywych spojrzeń i niesprawiedliwego traktowania, a także temat choroby (Cassie ma cukrzycę). Z żalem muszę jednak przyznać, że... czegoś mi tu brakowało. Nie zamierzam porównywać do siebie problemów przedstawionych w poszczególnych książkach autorki, oceniać, który jest większy, mniejszy, trudniejszy, bo zupełnie nie o to mi chodzi. Uważam jednak, że w tej części istotne wątki zgubiły się gdzieś w ogólnym uczuciowym chaosie.

Someone else to książka słodko-gorzka, momentami smutna, ale jednocześnie rozgrzewająca serduszko. Jestem niezmiennie urzeczona powieściami Kneidl i już nie mogę się doczekać kolejnej! Jednak nie ukrywam, że brakowało mi trochę tego efektu wow, który w poprzednich historiach zawsze robił na mnie ogromne wrażenie.

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza