H.G. Wells - Wyspa doktora Moreau

Edward Pendrick, rozbitek ocalały z katastrofy statku Piękna Pani, trafia na tajemniczą wyspę, zamieszkaną przez doktora Moreau i jego pomocnika Montgomery'ego, którzy udzielają mu schronienia. Szybko okazuje się, że oprócz tej dwójki, przebywają na niej stworzenia... dość niespotykane. Są to niepokojące i plugawe dla ludzkiego oka wytwory eksperymentów Moreau, hybrydy zwierząt, w których doktor stara się zaszczepić ludzkie cechy. 

Dzisiaj wizja Wellsa nie wydaje się już czymś równie niezwykłym i na pewno nie robi takiego wrażenia, jak w czasach, w których powstała książka (czyli pod koniec XIX wieku!). W końcu w literaturze, filmach i komiksach możemy znaleźć mnóstwo podobnych motywów: potwornych eksperymentów, hybryd ludzi i zwierząt, czy też zwierząt zyskujących ludzkie cechy i rozum (weźmy choćby Planetę małp). Nie sprawiło to jednak, że jego powieść stała się mniej przerażająca. Dokonały tego nie tyle same opisy wyglądu hybrydowych istot, które w moim odczuciu nie były jakieś szczególnie straszne, co ich psychika, niepokojący sposób zachowania, karykatura człowieczeństwa, którą starały się podtrzymywać. A także opis jęków, bólu i męki, jakich doświadczały podczas eksperymentów. 

Wellsowi udało się w tak krótkiej powieści poruszyć niespodziewanie wiele tematów i problemów, które zaprzątają ludzkie umysły, jak widać, już od setek lat. Jednak teraz, gdy mamy ku temu coraz więcej środków i zaawansowaną technologię, wydają się nawet bardziej prawdopodobne i bliższe! W niezwykle interesującym posłowiu dr Gołuński nawiązał do Frankensteina, jako że obydwa klasyki poruszają etyczne i moralne problemy związane z istotą człowieczeństwa. Co to znaczy być człowiekiem? Czy człowieka można stworzyć? Czy człowiek może sam zostać Stwórcą na podobieństwo Boga? 

Tym samym książka ta jest też zderzeniem religii z teorią Darwina (która w chwili powstawania powieści była jeszcze zasadniczo świeżą koncepcją). Niezmiernie zaskoczyło mnie, że autor dopuścił się w swojej powieści aktów momentami wręcz bezbożnych, ukazując, jak łatwo można wykreować bóstwo, cały otaczający je kult i ideologię.

Wizja Wellsa jest straszna i katastrofalna, a ja cały czas nie mogłam powstrzymać się od porównywania tej małej, zamkniętej i odciętej od świata wysepki z ogółem naszego społeczeństwa. W dystopijnym świecie doktora Moreau istnienie niby-ludzi, zwierzęcych hybryd, nie ma żadnego sensu ani celu, a powrót do zezwierzęcenia i widmo zagłady cały czas unosi się nad ich głowami. Czy i ludzkość może czekać taka przyszłość? 

To książka, której nadrzędnym celem jest zmuszenie czytelnika do myślenia, do refleksji nad tyloma różnymi aspektami naszego życia. Nie spodziewałam się, że będzie tak niesamowicie poruszająca i w równym stopniu zaangażuje odbiorcę. Przedstawione w niej obrazy są co prawda skrajne i groteskowe, jednak dzięki temu jeszcze dobitniej przemawiają do naszej wyobraźni. Wellsowi udało się też ubrać ten ogromny konflikt moralny, etyczny i filozoficzny w szatę typowej przygodówki, w której wartka akcja nie pozwala czytelnikowi oderwać się od lektury. To ponadczasowy klasyk, po który zdecydowanie warto sięgnąć. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza