Dolores Reyes - Ziemiożerczyni

Piękna okładka i jeszcze piękniejsza kwiatowa wyklejka od razu przykuwają oko, jednak, wbrew pozorom, Ziemiożerczyni jest książką, która porusza trudne i okrutne tematy. Zresztą, już po chwili dostrzegamy, że przedstawionej na okładce dziewczynie łzy lecą z oczu potokami. A ustawione tu i ówdzie butelki są bardzo istotnym (i nieco makabrycznym) elementem tej historii.

Reyes zadedykowała swoją książkę "ofiarom kobietobójstwa i tym, które ocalały", co już na starcie może dać nam jako taki ogląd na to, jak wygląda życie kobiet w Argentynie, gdzie rozgrywa się akcja powieści. A im dalej będziemy zagłębiać się w historię, tym bardziej utwierdzimy się w przekonaniu, że pierwsze założenie było jak najbardziej trafne. Jest to książka smutna, pełna bólu, przemocy i śmierci.

Wszystko w niej wydaje się brudne, ciemne, mroczne. Nawet ogród głównej bohaterki, mimo że pełen kwiatów, jawi się jako dziki twór, tętniący własnym życiem, w którym rośliny z każdym dniem coraz bardziej się rozpleniają i zagrabiają mały, brudny domek, w którym mieszka dziewczyna. 

Brak pieniędzy, bójki w spelunach, morderstwa na parkingach, porwane kobiety, zamordowane dzieci - to w takim świecie wychowała się główna bohaterka. Kiedy była mała, zjadła ziemię z grobu, w którym dopiero co złożono jej matkę. I ujrzała jej okrutną śmierć. Od tego czasu wieść o jej magicznych umiejętnościach rozeszła się po okolicy i każdego dnia przychodzili do niej nowi ludzie z prośbą o pomoc w odnalezieniu zaginionych bliskich - żywych lub martwych. Jej życie od zawsze naznaczone było śmiercią, a dziewczyna cały czas nie może przestać zadawać jednego pytania:

Dlaczego ja, ziemio?

Historia została napisana w niecodzienny sposób, często prostymi zdaniami, jakby główna bohaterka miała pięć lat. Swoje preferencje i uczucia wyraża zazwyczaj słowami "podoba mi się" albo "nie podoba mi się". I tyle. Tekst jest bardzo ubogi, oszczędny, a dialogi zamykają się w kilku zdaniach. Wszystkie głębsze relacje między bohaterami zbudowane są właśnie na takich kilku skąpych wypowiedziach. 

A jednak w tej prostocie udało się autorce zawrzeć ogromną dawkę bólu i smutku, przedstawić trudy życia zwykłych ludzi, ich cierpienie po stracie bliskich, nadzieję na ich odnalezienie, nieufność społeczeństwa z marginesu do policji. A także niesamowitą odpowiedzialność, która spoczęła na barkach jednej niezwykłej dziewczyny, ciężar który musi nieść za każdym razem, gdy ktoś prosi ją o pomoc. 

Przedstawienie poważnego problemu przemocy w ten mistyczny, momentami również oniryczny sposób, robi na czytelniku ogromne wrażenie. Mroczne wizje, których doświadcza Ziemiożerczyni są naprawdę upiorne. Zresztą, cała ta książka jest niepokojąca, jej przytłaczający klimat wzbudza w nas wiele emocji, nie pozwala pozbyć się uczucia zagrożenia i przeświadczenia, że, nawet jeśli akurat dzieje się coś dobrego, ten stan nie potrwa długo.

Motywy czarownic, jedzenia ziemi, głęboka więź głównej bohaterki z glebą i splecenie ich ze spirytualizmem, wierzeniami faktycznie obecnymi w kulturze argentyńskiej, niesamowicie mnie urzekły. Z drugiej strony, autorka ani na moment nie pozwala zapomnieć, o czym, i o kim, tak naprawdę jest ta historia. Mimo prostego języka i niewielkiej objętości, jest to na pewno trudna  i ważna lektura, która pozostawia z mieszanymi uczuciami i na długo zapada w pamięć. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza