Randall Munroe - How to? Jak? Absurdalne rozwiązania codziennych problemów

Dalej jestem pod ogromnym wrażeniem faktu, że komuś udało się napisać książkę tak absurdalną i tak mądrą równocześnie! Z jednej strony mogłoby się wydawać, że co drugie napisane tu zdanie to czysta abstrakcja, ale tak naprawdę można z niej wyłowić tyle ciekawych informacji! A przy okazji bardzo dobrze się bawić.

Chcecie wiedzieć, na czym polega jej fenomen? Otóż, weźcie jakiś najbardziej banalny, codzienny problem, potem skomplikujcie go do granic możliwości i spróbujcie rozwiązać w najgłupszy sposób, jaki przyjdzie Wam do głowy. Voila!

Autorowi udało się stworzyć zbiór porad całkowicie groteskowych i zupełnie nikomu niepotrzebnych. Taki trochę anty-poradnik, bo większości z przedstawionych tutaj rozwiązań chyba nikt nie powinien próbować w domu! Ale najcudowniejsze w tym wszystkim jest to, że cały czas, nawet przy najgłupszych z najgłupszych wizji, dalej opierał się na nauce, a w każdym jego wywodzie zachowany jest idealny ciąg logiczny. I nagle okazało się, że znając podstawowe prawa fizyczne i trochę matematyki, można policzyć zupełnie wszystko! Wystarczy wykorzystać wzór na naprężenie obwodowe, żeby dowiedzieć się, ile twardego sera gruyère należy użyć do zbudowania basenu o głębokości 90 cm! Czy to nie brzmi wspaniale? (A już na pewno dla producenta sera, u którego będziecie składać zamówienie!)

Momentami jednak ten typowo naukowy język może wydawać się odrobinę przytłaczający i zniechęcający dla osoby, która na co dzień nie wykonuje przekształceń wzorów na potrzeby mniej lub bardziej absurdalnych obliczeń. Na szczęście takich fragmentów jest tylko kilka, a cała książka została stworzona w bardzo przystępny sposób - zarówno, jeśli chodzi o błyskotliwy, ale prosty styl pisania, jak i ogromną liczbę zabawnych rysunków poglądowych. 

Jestem jednak trochę zawiedziona strasznie nierównym poziomem tekstu. Niektóre rozdziały były przezabawne do tego stopnia, że płakałam ze śmiechu, a najlepsze fragmenty czytałam każdemu, kto akurat znalazł się w polu rażenia. Ale inne wydawały się po prostu nużące. I nie zrozumcie mnie źle, uważam, że to niezwykle wartościowa i naprawdę ciekawa lektura. Niestety nie aż w takim stopniu, w jakim chciałam.

Dla przykładu w rozdziale Jak wykonać lądowanie awaryjne pierwszy scenariusz rozbawił mnie do łez, byłam zachwycona i już nie mogłam doczekać się reszty, ale potem każdy kolejny stawał się coraz bardziej... no może nie tyle nudny, bo Randallowi nie brakuje niesamowitych pomysłów, ale jakiś taki nijaki, mniej wciągający, mniej błyskotliwie opisany. 

Przestawiając tę sytuację w bardziej matematyczny sposób (spokojnie, żartuję), gdyby cała książka była taka, jak jej najlepsze momenty, dostałaby ode mnie 11/10, a także dozgonną miłość i uwielbienie. Gdyby cała była taka, jak te najgorsze, dostałaby 5 i byłabym bardzo smutna. Ostatecznie plasuje się gdzieś pomiędzy. Nie będę na tę okazję wyliczać całek (ani średnich, średnie są jeszcze nudniejsze), polecam Wam ją z czystym serduszkiem, ale dalej trochę ubolewam nad tym, że mogła być dużo lepsza. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza