Peter A. Flannery - Mag bitewny (księga II)

Druga księga Maga bitewnego kontynuuje historię Falka, jego przyjaciół i całego ludu Furii, nad którym wisi coraz bliższa wizja ostatecznej wojny z chordami Opętanych. Zbliża się też moment, w którym Falko powinien przystąpić do Rytuału Assai i, jeśli przejdzie go pomyślnie, przywołać smoka. Jednak chłopak dalej nie jest w stanie władać magią ofensywną, a magowie zrobią wszystko, żeby nie przeszedł próby pomyślnie. 

Meredith cały czas stara się odkryć prawdę na temat Wielkiego Opętania, ale jest to tajemnica tak straszna i porażająca, że jej ujawnienie może raz na zawsze odmienić utarty porządek rzeczy. A Marchio Dolor wysyła w świat swojego Pogromcę, powstałego tylko w jednym celu - by miażdżyć Wielkie Dusze. Czy magowie bitewni są gotowi na walkę z tak potwornym przeciwnikiem? Czy Falko zdoła pokonać przeciwności czekające na niego w mrocznych rytualnych korytarzach? Jaki smok odpowie na jego wezwanie? I najważniejsze pytanie - czy królestwa Furii postanowią w końcu zjednoczyć się pod potężnym naporem wroga?

Akcja w tej części składa się w dużej mierze ze scen batalistycznych, kolejnych potyczek między armiami Furii a legionami Opętanych albo krwawych pojedynków magów bitewnych i demonów. Moim zdaniem jest to jedna z największych, niekwestionowanych zalet książki, gdyż sceny te są naprawdę świetnie napisane, dramatyczne, wciągające, poruszające i niesamowicie ciekawe. Podczas lektury czytelnik doświadcza ogromu emocji, a kolejne opisy pochłania z zapartym tchem i nieraz... łzami w oczach. 

Tak właśnie, wzrok Was nie myli. Jest to oczywiście powieść brutalna, mroczna i pełna przemocy, ale też niesamowicie poruszająca. Ja sama przepłakałam pół książki. I to wcale nie był ten rodzaj wzruszonka, kiedy w oku zakręci się pojedyncza łezka. Łzy lały mi się po twarzy potokami, a w niektórych momentach autentycznie szlochałam. Nie spodziewałam się zupełnie, że ta książka będzie aż tak wzruszająca i piękna, ale również dojmująco smutna. Flannery potrafi oczarować swoich czytelników przepięknymi popisami honoru, poświęcenia i odwagi. Jednak równie łatwo może w ułamku sekundy złamać ich serduszka. 

Nie jestem w stanie stwierdzić, która część podobała mi się bardziej. O ile w przypadku pierwszej zwracałam uwagę na jej sztampowość i wykorzystanie utartych schematów, o tyle w drugiej zupełnie mi to nie przeszkadzało. Jest to historia pod wieloma względami przewidywalna, a jednak dalej trzyma w napięciu tak ogromnym, że ledwo można oderwać się od czytania. Wiem, że wiele osób oceniło Maga nisko własnie ze względu na tę powtarzalność, twierdząc, że niczego nowego do fantastyki nie wnosi i że prawdziwi wyjadacze gatunku nie odnajdą w nim niczego godnego uwagi. Nie mogę się z tym zgodzić. Przeczytałam w swoim życiu już całkiem sporo fantasy, a jednak niewiele książek wzbudziło we mnie tyle emocji i mogło pochwalić się tak dobrymi scenami walki (naprawdę uważam, że to ogromny plus, wiecie, jak często autorzy traktują je po macoszemu?). 

Jestem też niezmiennie oczarowana motywem smoków, a szczególnie ich pamięci rasowej, która okazała się bardzo ciekawym pomysłem. Zresztą, kogo ja oszukuję, jeśli w książce pojawiają się smoki, magowie i bitwy, na pewno będę szczęśliwa. Natomiast na niekorzyść książki przemawia na pewno zakończenie - spodziewałam się czegoś... lepszego. Czegoś, co zrobiłoby na mnie większe wrażenie. Nie podoba mi się też zbyt szybka przemiana Falka z chucherka w niesamowitego maga.

Może nie jest to książka, która zmieni Wasze życie, ale na pewno zafunduje Wam ogromną dawkę emocji, a także po prostu dobrej zabawy. A chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda? Dlatego myślę, że i początkujący fani fantastyki, i zagorzali jej czytelnicy znajdą w niej coś dla siebie. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza