Peter A. Flannery - Mag bitewny (księga I)

Furię zalewają armie Opętanych, zastępy umarłych, których dusze są skazane na wieczne potępienie. Na szczęście dobrze wyszkolony rycerz może stanąć w szranki z Opętanym i wygrać. Wszystko zmienia się jednak, gdy do walki przyłączy się demon, najbardziej przerażający i plugawy twór z głębin piekła. Aura rozpaczy i bezsilności, którą wokół siebie roztacza, odbiera ludziom chęć do życia, wgniata ich w ziemię, ograbia z resztek nadziei i pozwala myśleć jedynie o zbliżającej się śmierci. W całym świecie istnieją tylko dwa stworzenia, dwie istoty, które mają w sobie wystarczająco dużo siły ducha i odwagi, by stanąć do walki z demonem. Jedną z nich jest mag bitewny. Natomiast drugą - jego smok. 

Falko Dante nie ma łatwego życia. Jego ojciec był potężnym magiem bitewnym. Przynajmniej dopóki nie oszalał i nie został zabity przez swojego najlepszego przyjaciela. Osierocony chłopak przez całe życie nosi na sobie brzemię odpowiedzialności za grzechy ojca i nie może przestać zadawać sobie pytania - dlaczego? Co doprowadziło Aquilę Dantego i jego smoka do szaleństwa? W dodatku chłopak w dzieciństwie zapadł na tajemniczą chorobę, która pozbawiła go sił i zrobiła z niego chucherko i popychadło. A teraz w stronę jego miasta wędruje armia Opętanych, której podobno przewodzi demon. Falko znajduje się w nieodpowiednim miejscu w złym czasie, robi najgłupszą rzecz na świecie i sprowadza na wszystkich nieszczęście. Ale równocześnie może też być ich jedyną nadzieją. 

Mag bitewny to kawał porządnego fantasy, w którym jest wszystko, co w prawdziwym fantasy znaleźć się powinno. Bohater, który przechodzi przemianę i wyboistą ścieżką podąża w stronę swego przeznaczenia, antagonista, który za pomocą mrocznych sił chce przejąć władzę nad światem, intryga, którą trzeba zgłębić, tajemnica z przeszłości, która wymaga rozwiązania, zwaśnione królestwa, które muszą połączyć siły wobec potężniejszego wroga, pojedynki na miecze, smoki, magowie, a nawet... wieże magów! Tak, oczy Was nie mylą! W końcu fantasy zawsze kojarzy się z wieżą magów! 

Niestety właśnie te wieże łączą się bezpośrednio z moim największym zarzutem wobec książki. Nie czuję w niej żadnego powiewu świeżości. System magiczny jest zupełnie podstawowy i oklepany. Wychodzące z otchłani demony w roli antagonistów też już widziałam i to nie raz! Bohaterowie natomiast są... naprawdę charakterystyczni, żywi i dający się lubić (albo nie lubić, to w sumie zależy od postaci!), ale zostali  stworzeni na podstawie utartych schematów. To jest naprawdę dobre fantasy, jednak na razie niczym mnie jeszcze nie zaskoczyło (przynajmniej jeśli chodzi o te typowo fantastyczne aspekty).

Mimo wszystko, czytanie tej książki sprawiło mi naprawdę ogromną przyjemność. Smoczy motyw zawsze jakoś tak szczególnie trafia mnie w serduszko, więc byłam sprzedana choćby z tego powodu. Ale to nie jedyna dobra rzecz w tej historii! Flannery ma lekkie pióro, jego opowieść bawi, ekscytuje i wzrusza. Nie byłam jeszcze nawet w połowie książki, a już wycisnęła ze mnie łzy. Niektóre sceny zaś były tak podniosłe lub piękne, że aż dawały mi ciareczki na pleckach. 

Podoba mi się pomysł autora, by miłosne uniesienia przydarzały się pobocznym postaciom, podczas gdy historia głównego bohatera skupia się na zupełnie innych kwestiach. Wszyscy wiemy, że wątek miłosny w książce to zazwyczaj jedna wielka drama, a biedny Falko ma już wystarczająco duży bagaż emocjonalny. Zresztą Flannery'emu zdecydowanie lepiej wychodzi pisanie o smokach i magach.

Mimo że to typowo "chłopięca" literatura, odnajdziemy tu też mnóstwo silnych kobiecych postaci. W książce jest nawet taki fragment, w którym Falko stwierdza, że myślał, że podniecanie się bronią to męska rzecz, ale patrząc na swoją koleżankę, musi jednak zmienić zdanie. I dziękuję autorowi za ten akcent, bo ja na przykład uwielbiam czytać o pojedynkach na kopie i miecze! 

Co do pojedynków, to faktem jest, że na dużą część książki składają się opisy armii, treningów, walk i bitew, więc bez wahania powiedziałabym, że to militarne fantasy. Zdecydowanie (i na szczęście!) nie jest  to jedna z tych książek, gdzie w jednej scenie rycerze biegną do walki, a w kolejnej jest już po bitwie i dowiadujemy się, kto wygrał. Tutaj słychać świst miecza wyciąganego z pochwy i strzały napinanej na cięciwę, dudnienie ziemi pod kopytami demona i ryk smoka szykującego się do bitwy, czuć zapach krwi, odór zbliżających się Opętanych i gorąc piekielnych płomieni. A ten piekielny wątek jest momentami naprawdę mroczny, co bardzo mnie cieszy! 

Pierwsza księga nie kończy się żadnym cliff-hangerem, który wbiłby czytelnika w fotel, złamał mu serce i sprawił, że nie będzie mógł żyć, dopóki nie pojawi się księga druga. Natomiast nie ukrywam, że bardzo chciałabym mieć ją już w swoich rączkach, bo zdążyłam się zżyć z bohaterami Maga i zapaść w klimat tej książki. No i tęsknię za smokami, proszę nie zapominać o smokach! 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza