Raphael Bob-Waksberg - Ktoś, kto będzie cię kochał w całej twej nędznej glorii

Oglądaliście kiedyś BoJack Horsemana? Jeśli tak, to możecie sobie mniej więcej wyobrazić, jak będzie wyglądała książka napisana przez jego twórcę (chociaż nie ma tu żadnych koni). Natomiast, jeśli nigdy o nim nie słyszeliście, to jest to animowany serial o koniu, który kiedyś był super wielką gwiazdą sitcomową. Tak. Zwierzęta w tym świecie w ogóle mówią, ubierają się, zachowują i chodzą jak ludzie i tak sobie funkcjonują w normalnym ludzkim społeczeństwie. Dobrze, teraz Wy też możecie wyobrazić sobie choć trochę, jakiego typu to będzie książka (ale powtarzam, nie ma tu żadnych gadających czy noszących fikuśne sweterki koni).


Ktoś, kto będzie cię kochał w całej twej nędznej glorii to zbiór osiemnastu utworów o bardzo zróżnicowanej formie. Znajdziecie tutaj oczywiście opowiadania, ale pojawi się też wiersz, opis gry albo cały rozdział w formie listy (kłamstw). Pod osłoną czarnego humoru, oniryzmu, baśniowości, groteski i abstrakcji skrywają się najbardziej przyziemne i życiowe przemyślenia, problemy, bolączki. 


Książka ta traktuje o przeróżnych rodzajach miłości, a przedstawione w niej historie są zazwyczaj słodko-gorzkie (chociaż czasem zdecydowanie bardziej gorzkie). Niektóre rozczulą Wasze serduszka, inne zeszklą Wam oczęta, ale niezależnie od ostatecznego przesłania danego tekstu, będziecie co chwila zanosili się śmiechem albo przynajmniej parskali pod nosem. Albo (tak jak ja) zachwycali się tym, jak bardzo abstrakcyjną abstrakcję można stworzyć (kocham takie rzeczy!). 

Bardzo odświeżające jest to, że autor bawi się nie tylko wykreowanym przez siebie światem, ale także mieszanką przeróżnych gatunków, niecodzienną perspektywą, różnymi formami narracji, a nawet... wielkością liter w teście. Mówię Wam, na pewno znajdziecie tutaj perełki, z którymi jeszcze się nie spotkaliście, bo nawet jeśli główny motyw danego opowiadania jest całkiem schematyczny, to Waksberg doprowadza go na sam skraj absurdu. A do tego tworzy naprawdę świetne i błyskotliwe dialogi, chociaż wydają się trochę dziwne, bo są jakieś takie... suche.

Ale ale, nie może być aż tak pięknie. Niestety, mam wrażenie, że ta książka zaczęła się zbyt dobrze. Tak, dokładnie tak. Początek był świetny, nawet pomyślałam sobie, że to będzie lektura 10/10 i moja kolejna miłość (bo ostatnio trafiam na całkiem sporo naprawdę świetnych książek). Ale z czasem kolejne opowiadania podobały mi się coraz mniej. Nie zrozumcie mnie źle, dalej trzymały poziom, dalej bawiły, smuciły, dawały do myślenia, były cudownie dziwne i abstrakcyjne. Tylko jakieś takie... mniej zachwycające. Może po prostu po pierwszym szoku, przyzwyczaiłam się już do stylu autora i bawił mnie trochę mniej? 

Z drugiej strony zazwyczaj w zbiorach opowiadań znajdą się takie, które podobają się bardziej i takie, które podobają się mniej (a przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia). Dlatego tutaj też mam swoje ulubione opowiadanka, na przykład o ślubie (o mamuniu, to jest cudowne, kocham każdy jeden najdziwniejszy pomysł, nazwę i instytucję, która się tam pojawiła!), albo o psie, o prezydentach, tabu i o metrze. Niektóre są po prostu świetnie napisane, inne przezabawne, jeszcze inne dają do myślenia. I choćby ze względu na tę piątkę uważam, że naprawdę warto!

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

@booksoverhoes