Lily Graham - Dziecko z Auschwitz

Niektórzy uważają, że rynek wydawniczy jest już w ostatnim czasie zdecydowanie przesycony literaturą obozową. W takim natłoku pozycji nie jest łatwo się na coś zdecydować, a przecież tutaj do każdej książki trzeba podejść oddzielnie i niezależnie, bo każda opowiada nową historię, przerażającą, okrutną, ale przede wszystkim ważną. Trudno te pozycje oceniać, trudno mówić o lepszych i gorszych, ale jeśli nie macie jeszcze dosyć historii obozowych (wiem, że to mogło zabrzmieć trochę beztrosko, proszę się nie oburzać), to Dziecko z Auschwitz na pewno Was nie zawiedzie. 


Eva i Sophie dobrowolnie wsiadły do pociągu, który wywiózł je z obozu w Terezinie do Auschwitz. Pierwsza z nich za wszelką cenę starała się odnaleźć męża, druga szukała informacji o swoim dziecku. Dwie młode dziewczyny znalazły się w najgorszym piekle na ziemi, w którym codziennie musiały walczyć o przetrwanie, odnaleźć ukochane osoby i nie zapomnieć, o przysiędze, którą sobie złożyły - przeżyjemy. 

Historia rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych - w czasach współczesnych, w obozie podczas wojny i przed wojną lub w jej początkach. W różnych retrospekcjach poznajemy historie naszych głównych bohaterek, ich rodziny. Dziewczyny często rozmyślają o swoim życiu sprzed wojny, a nawet najdrobniejsze rzeczy mogą przenieść je do sielankowej krainy wspomnień, albo wręcz przeciwnie - do przerażających i koszmarnych wydarzeń ostatnich lat.

Eva bardzo często opowiada o swoim mężu. Poznała Michala jeszcze przed wojną, a historia ich miłości jest słodka i rozkoszna. Pozostałe więźniarki uwielbiały słuchać jej opowieści, żeby przynajmniej na chwilę uciec z przygnębiających realiów obozowych. Te momenty, opisujące normalne, szczęśliwe życie, wzbudzają w czytelniku mieszane uczucia. Z jednej strony są naprawdę przeurocze i miło się je czyta. Z drugiej cały czas towarzyszy nam (i Evie) świadomość, że jej życie już nigdy nie będzie wyglądało w ten sposób. Że, nawet jeśli uda jej się ujść z życiem, ogrom nieszczęścia, które spadło na nią i jej bliskich już na zawsze pozostawi po sobie ślad.


Książkę czyta się niesamowicie szybko, w historię wsiąkamy niemal od razu. Mimo że jest okropna, straszna i przeraźliwe smutna, to została napisana naprawdę pięknie. Oczywiście moje serduszko skradły szczególnie te miłe momenty i szczęśliwe wspomnienia, które Graham kreuje bardzo ładnie i roztacza przed naszymi oczami świat pełen barw, przyjemnych dialogów i malowniczych miejsc. Na pewno pomaga w tym fakt, że Eva ma wrażliwą na piękno, artystyczną duszę, podobnie zresztą jak jej mąż, który jest uzdolnionym skrzypkiem. Ale również opisy życia obozowego są bardzo obrazowe i realistyczne, ze stron książki wyziera strach, głód, smutek więźniów, ich bezsilność i okrucieństwo SS-manów. 

Mimo, że sama historia i postaci nie są prawdziwe, to autorka zainspirowała się rzeczywistymi wydarzeniami i przeżyciami kobiet, które przeżyły Auschwitz, które tam zachodziły w ciążę i rodziły dzieci (takimi jak Vera Bein). Niemniej jednak, wiele przedstawionych w powieści wydarzeń sprawia wrażenie wręcz niemożliwych, ogromne zbiegi okoliczności i szczęście, które czasem nieoczekiwanie sprzyja naszym bohaterkom, mogą niektórym wydawać się trochę nierealne. 

Musimy sobie jednak zadać pytanie, czy to naprawdę takie złe? W książce okrutne i przerażające wydarzenia co chwila mieszają się z tymi dobrymi, wzruszającymi i dającymi nadzieję. Zresztą, w piekle na ziemi, którym było Auschwitz, każdy przejaw dobroci i łut szczęścia był niesamowitym zjawiskiem. 

Znajdziecie tutaj najważniejsze wydarzenia historyczne, które doprowadziły do wojny i trochę informacji na temat obozów, ale nie jest to książka typowo historyczna. Dlatego też autorka dużo bardziej skupia się na emocjach i życiu bohaterów niż na przykład na obozowej hierarchii. To historia o miłości, która sprawiała, że kobiety same zgłaszały się do transportów jadących do Auschwitz. Ale też o miłości, która pozwalała im to piekło przeżyć. O nadziei na szczęśliwe zakończenie, którą wszyscy nazywali zwykłą naiwnością. O przyjaźni, która była opoką i wsparciem. O ludziach, którzy narażali życie albo oddawali siebie samych oprawcom, kawałek po kawałeczku, by pomagać swoim współwięźniom. I o tym, że nawet w najgorszym z możliwych miejsc może wykiełkować coś pięknego, niewinnego i dobrego. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

@booksoverhoes