Frances Hardinge - Czara cieni

Dwunastoletnia Zgódka nie jest jak inne dzieci. Co noc budzi się z krzykiem z okropnych koszmarów, w których potworne zjawy dobijają się do jej okna i próbują się włamać do jej umysłu. Dziewczyna słyszy szepty istot, których już dawno nie ma między żywymi. A one zawsze ją zauważają.

W wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń, Zgódka zaczyna mieszkać w szlacheckiej posiadłości swojego ojca. Nie jest to wcale miłe i przyjemne życie usłane różami i dziewczyna musi wywalczyć sobie w nim miejsce. A nie wie jeszcze nawet, jak mroczne dziedzictwo przypadło jej w udziale. Jak wielki sekret od setek lat jest przekazywany z pokolenia na pokolenie w jej rodzinie. I w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazła.

Cała opowieść pięknie wkomponowuje się w siedemnastowieczną historię Anglii w czasach króla Karola I. Może pamiętacie z lekcji, że jego potyczki z parlamentem trwały dwadzieścia lat, doprowadziły do podziału w państwie i niejako wojny domowej. I na takim oto tle rozgrywają się losy Zgódki, które Hardinge bardzo ładnie splotła z prawdziwymi wydarzeniami, co dodało książce charakteru i uroku.

A teraz przechodzę już do najlepszej, najcudowniejszej rzeczy. Otóż Czara cieni oferuje naprawdę niesamowity główny motyw, którym jestem autentycznie zachwycona. Nie mogę Wam go niestety zdradzić (nawet nie wiecie, jak bardzo walczę ze sobą w tym momencie, żeby tego nie zrobić), musicie odkryć go sami, czytając tę książkę! Ale gwarantuję Wam, że jest oryginalny, ciekawy, dobrze dopracowany, magiczny, bardzo mroczny i jestem w nim zakochana! A kiedy już dowiecie, o co chodzi w tej historii, tytuł nabierze dla Was nowego sensu i dostrzeżecie, że jest wprost przepiękną i niesamowicie poetycką metaforą. 

Razem ze Zgódką poznajemy na swojej drodze ładnie wykreowane postaci z charakterem. Uczymy się, że nikomu nie można do końca zaufać, o czym dziewczyna będzie musiała się przekonać na własnej skórze. Obserwujemy rozwój postaci (nie tylko tej głównej, ale także wielu, wielu innych, na które natrafimy na kartkach tej książki). Mimo wszystkich przeciwności i krzywd, Zgódka pozostaje wierna swojemu serduszku i to też jak najbardziej podobało mi się w tej książce. To ten typ głównej bohaterki, której może nie jesteśmy w stanie pokochać bez pamięci, ale na pewno możemy ją polubić. 

Momentami nie byłam pewna, w którą stronę zmierza ta opowieść i w jakim momencie Haedinge postanowi, że oto nastąpił już finał. Niby Zgódka miała jakiś plan, który próbowała zrealizować, ale nie do końca jej pod tym względem ufałam. Z drugiej strony to bezcelowe, wydawałoby się, błądzenie wcale mi nie przeszkadzało, całą historięczytało się szybko i przyjemnie, a zakończenie zupełnie mnie nie rozczarowało. 

A tak przy okazji, to jest naprawdę mroczna opowieść! Niektóre motywy sprawiają, że po pleckach przechodzi ciareczka, a straszne postaci mrożą nam krew w żyłach. Dla mnie to wprost idealny klimat, którego zupełnie się nie spodziewałam, sięgając po tę książkę, ale wpadłam w niego po uszy! Tylko wiecie, mimo, że główna bohaterka jest jeszcze dzieckiem, zdecydowanie nie dawałabym tego do czytania młodszym pociechom. 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes