Adam Kay - Świąteczny dyżur

Niby do świąt zostało jeszcze półtora miesiąca, ale ja już miałam okazję poczuć ich klimat dzięki nowej książce Adama Kay'a - Świąteczny dyżur. Na początku powiem tylko, że nie czytałam jego pierwszej książki (czemu? nie mam pojęcia, ale muszę to jak najszybciej zmienić!), niemniej jednak zupełnie nie przeszkadzało mi to w delektowaniu się drugą.

Już sam wstęp mnie rozbawił i miałam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej - na szczęście się nie zawiodłam. Kay zręcznie wprowadza nas w okołoświąteczne szpitalne zamieszanie, przedstawiając anegdotki ze swojego siedmioletniego doświadczenia w zawodzie lekarskim (podczas gdy KAŻDE święta spędził na dyżurze), okraszone lekarskimi świątecznymi żarcikami (nic więcej nie powiem, żeby nie psuć Wam zabawy).

Są tu historie zabawne, obrzydliwe (a jednak dalej zabawne!), ale też smutne i głębokie. Ta książka wywołuje całą gamę emocji - będziecie się śmiać, czasem złapie Was wzruszonko, a innym razem ogarnie niepohamowana chęć, żeby palnąć się w czoło i kręcić głową nad ludzką głupotą. Kay pracował na oddziałach ginekologiczno-położniczych, także możecie mieć pewne wyobrażenie o tym, jakiego typu anegdotki mógł zamieścić w swojej książce. Ale nie ograniczał się tylko do swojej specjalizacji, niektóre historie dotyczą ogólnie pracy i warunków w szpitalach, wpływu zawodu lekarskiego na życie osobiste, albo są luźnymi przemyśleniami na temat ludzkości, polityki i życia. A wszystko to zostało przedstawione w formie krótkich, błyskotliwych historyjek, które w głównej mierze będą wywoływać w Was niekontrolowane wybuchy śmiechu (powtarzam, że w głównej mierze, bo było tu też parę mocnych, głębokich i niekoniecznie zabawnych momentów).

Dodatkowo, podczas czytania Świątecznego dyżuru naprawdę ogarnął mnie ten bożonarodzeniowy nastrój (chyba nie do końca taki był zamiar autora, ale jednak!). Świąteczne książki powinno się czytać tylko w święta, bo teraz czeka mnie półtora miesiąca smutnego i niecierpliwego oczekiwania (chyba, że zdążę położyć rączki na poprzedniej książce Kay'a, może wtedy nie aż tak smutnego).

To cudownie zabawna, miła i przyjemna książka, ogromna dawka rozrywki w niewielkiej objętości. Aż żałowałam, że skończyła się tak szybko. Z drugiej strony, jest tam trochę poważnych tematów, ale nie na tyle, żebyście popadli w głęboką zadumę, depresję i nie mogli cieszyć się z zabawnych historii. A szata graficzna jest cudowna, pomysłowa i... również zabawna. Jeśli szukacie szybkiej lektury z dawką dobrego humoru, to Świąteczny dyżur na pewno Was nie rozczaruje. I wcale nie musicie znać się na medycynie, Kay wszystkie nawet najtrudniejsze lekarskie terminy wyjaśnia w jasny (i przezabawny) sposób.

Przeczytaj też

1 komentarze:

@booksoverhoes