Ewa Przydryga - Zatrutka


Ania wychodzi pewnego poranka na spacer i... już nie wraca. Wszystko wskazuje na to, że popełniła samobójstwo, rzucając się w fale Bałtyku: przechodnie znajdują na plaży jej telefon, ubrania złożone w równą kostkę i buty, Ania zmagała się z depresją poporodową i niewątpliwie trudną sytuacją rodzinną z przeszłości, która odcisnęła na niej piętno. Jednak Piotr nie przyjmuje do wiadomości możliwości, by jego żona mogła się zabić. Postanawia sam dojść do tego, czemu i gdzie zniknęła Ania. A im dalej zagłębi się w swych poszukiwaniach, tym więcej tajemnic wyjdzie na światło dzienne. Piotr będzie musiał zadać sobie pytanie - co, jeśli tak naprawdę nigdy nie znał swojej drugiej połówki? 


W akcję tej książki wsiąka się powoli. Początkowo dryfuje się gdzieś pomiędzy pięknymi opisami Gdańska i pierwszymi odkryciami Piotra, które stopniowo układają się w coraz bardziej wciągającą historię. Na scenie ukazują się kolejne postaci, nowe informacje wychodzą na światło dzienne i akcja przyspiesza coraz bardziej, aż do momentu, kiedy już po prostu będziecie MUSIELI się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów, co ostatnio rzadko mi się zdarza. A może raczej polubiłam ich obraz, który był w książce wykreowany przez opowieści o nich, wspomnienia, wygląd domu. Niekoniecznie widać ten ich charakter podczas trwania książki (jako że ona zniknęła, a on był w depresyjnym ciągu poszukiwania). Ale to tacy mega ambitni, kreatywni ludzie, odważnie poszukujący nowych wrażeń i dreszczyku adrenaliny, których nigdy nie dopada nuda ani stagnacja. 

Jeśli chodzi o język, to jest bardzo ładny. Zdecydowanie można docenić kunszt pisarski Przydrygi w opisach Gdańska, o których już wspomniałam. Od razu widać, że autorka darzy to miejsce dużym sentymentem, aż miałam ochotę znów się tam wybrać, ale tym razem spojrzeć na miasto jej oczami, bo wydaje mi się, że gdy tam byłam, zwróciłam uwagę jedynie na piękną starówkę. Z drugiej strony, mam mieszane uczucia co do przydługich opisów w thrillerach. No bo niby nic nie wnoszą do fabuły, a poważnie spowalniają akcję, która w tego typu książce powinna być wartka i wciągająca. A jednak tak miło się je czyta! 

Pani Ewa serwuje nam dużo więcej niż tylko thriller. W swoją opowieść sprawnie wplata na przykład historyczne ciekawostki o naszym rodzimym kraju. Dodatkowo mamy tu niesamowicie rozwiniętą płaszczyznę psychologiczną - problemy rodzinne, ból po stracie najbliższych i ich wpływ na kształtowanie się ludzkiej osobowości.  A wszystko to oplecione jest w motyw muzyki i sztuki i ich znaczenia w naszym życiu. 

Ale, ale, jest w książce jedna rzecz, która niestety mnie zawiodła. I było to... zbyt szybkie zakończenie. Wiecie, jak to jest, zmierzamy całą książkę do punktu kulminacyjnego, który powinien wgnieść nas w fotel, zmiażdżyć i sponiewierać umysły, a tutaj było to takie... bez fajerwerków. Liczyłam na coś dużo bardziej wybuchowego. I to nie tak, że to jest beznadziejne zakończenie, które zepsuło całą książkę, bo było... poprawne. Tylko brakowało mi takiego pazura. 

Niemniej jednak widać, że pani Ewa podeszła do "Zatrutki" super poważnie. Sama okładka już jest przepiękna, ale do tego dochodzą jeszcze cudowne, abstrakcyjne grafiki, których styl kocham i trailer (uwielbiam książki z trailerami!). "Zatrutka" dostaje ode mnie +10 za oprawę graficzną i promocję, bo są zrobione naprawdę świetnie. Gdyby wszystkie książki były równie pięknie wydawane, świat stałby się cudownym miejscem!

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz