M.A. Bennett - STAGS

Greer zostaje przyjęta na stypendium do elitarnej szkoły z internatem STAGS. Szybko okazuje się, że placówka ta operuje według pewnych bardzo specyficznych zasad - uczniowie są szykanowani za korzystanie z dóbr technologii (i to nie przez nauczycieli, tylko przez inne dzieciaki!), a szkołą tak naprawdę rządzi elitarna grupa składająca się z najinteligentniejszych, najbogatszych i najbardziej "wartościowych" uczniów, zwana Ludźmi Średniowiecza. 

W STAGS Greer nie ma łatwego życia, zostaje zepchnięta na ubocze, bez żadnych przyjaciół, zazwyczaj jest albo ignorowana, albo staje się celem drwin Ludzi Średniowiecza. Zmienia się to zupełnie pewnego dnia, gdy niespodziewanie dostaje zaproszenie do posiadłości "przywódcy" Ludzi na weekend, podczas którego mają jeździć na polowania, organizować wystawne kolacje w balowych sukniach i wieczorki z cygarami. Dziewczyna oczywiście momentalnie zapomina o wszystkich wyrządzonych jej krzywdach i już nie może się doczekać wyjazdu. Okazuje się jednak, że weekend będzie wyglądał zupełnie inaczej, niż jej się wydaje. I że powinna była nigdy nie przyjmować zaproszenia.

Po pierwsze, cały ten pomysł z nastoletnimi dzieciakami, które w dzisiejszych czasach nienawidzą smartfonów, plują na social media, chodzą w sukniach do ziemi i wieczerzają, zamiast jeść kolację, był dla mnie bardzo abstrakcyjny.

To znaczy, to bardzo ładny obraz i możecie mi wierzyć, jednym z moich największych marzeń jest, żeby schodzić w takiej przepięknej sukni balowej z długim trenem po szerokich, marmurowych schodach w wielkiej, bogatej posiadłości. Ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby w naszych czasach ktoś biegał przebrany za sarmatę i strzelał do bażantów za swoim dworkiem szlacheckim. Może w Anglii takie tradycje są bardziej kultywowane...

Główna bohaterka mnie irytowała. Miała się za taką super fajną osobę, ale cały czas zachowywała się zupełnie odwrotnie do swoich "przekonań". Ciągle mówiła coś typu "nie lubię okrucieństwa, ale...", "jestem feministką, ale...". Nie ma żadnego ale. Po prostu wcale nie była taka, jaką chciałaby się widzieć. I chyba do końca nie wiedziała, co oznacza termin "feministka". W każdym razie to "jestem taka i taka, aaaale..." pojawiło się wystarczająco dużo razy, żeby zniechęcić mnie skutecznie do głównej bohaterki, która była po prostu głupią i naiwną dziewczyną, zmienną jak chorągiewka na huraganie. I jak na super inteligentną i zdolną uczennicę na stypendium nie cechował jej jakiś ponadprzeciętny poziom inteligencji.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to irytowali mnie znacznie mniej od Greer, głównie dlatego, że o większości z nich niestety nie można powiedzieć zbyt wiele. Wszystkie dziewczyny z Ludzi Średniowiecza można włożyć do jednego worka - słodkich, głupich idiotek, niby super inteligentnych, ale jednak głupich. A chłopaków można nazwać jedynie irytującymi i obleśnymi. Autentycznie, nigdzie nie widziałam tych ich dworskich zachowań, kwiecistego języka, czy genialnego umysłu.

Można powiedzieć, że książka porusza parę istotnych problemów, takich jak bullying w szkole i przyzwolenie na znęcanie się nad innymi, tylko dlatego, że jest się fajniejszym, ładniejszym, bogatszym - ale to już trochę oklepany numer. Miłym akcentem w książce dla młodzieży jest natomiast debata na temat technologii i jej wpływu na dzieciaki.

Ostatecznie jednak nie próbowałam się podczas czytania na siłę doszukiwać jakiejś niesamowitej psychologicznej głębi ani wielkiego przesłania i nauki. Jeśli takowe tam były, to niekoniecznie je zauważyłam. Dla mnie to była typowo rozrywkowa książka, w której już na początku wiemy, co stało się na końcu, co tylko jeszcze bardziej podsyca naszą ciekawość. Była pełna tajemnic, mroczna i trochę przerażająca. I, mimo że niby wiemy, jak się kończy, to spokoju nie daje nam bardzo istotne pytanie - jak się to stanie. Niestety momentami czytało mi się ją słabo i miałam problemy z tym, żeby wciągnąć się w historię, ale całościowo oceniam ją na plus, jako taki szybki, lekki thriller.

Przy okazji podobał mi się motyw jelenia, ale ja ogólnie lubię ten motyw we wszystkich książkach, więc to może być niemiarodajne. Zakończenie było naprawdę super rozwiązaniem, z takim mocnym akcentem, pozostawiające nas na wciągniętym wdechu i z nadzieją na dużo więcej! 

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes