J.P. Delaney - Perfekcyjna żona

Ta książka była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Sięgając po nią, zupełnie nie spodziewałam się tego, co mnie czeka. I nie mówię tutaj tylko o zwrotach akcji czy tajemnicach, tylko o głównym motywie, osi, wokół której kręci się cała książka.

O której oczywiście nie mogę Wam nic powiedzieć, bo popsułabym caaaaałą niespodziankę! :(


Akcja rozpoczyna się, gdy Abbie budzi się pewnego dnia w szpitalnym łóżku. Wita ją jej mąż, Tim, ekscentryczny geniusz miliarder, właściciel firmy w Dolinie Krzemowej. Okazuje się, że pięć lat temu Abby miała wypadek, ale dzięki nowoczesnej technologii, udało się ją uratować. Kobieta jest oszołomiona, zagubiona, nie pamięta, co się stało, ledwo przypomina sobie, kim jest. Jeszcze nie wie, że straciła nie tylko te pięć lat, ale dużo, dużo więcej. Kiedyś była piękną, żywiołową, pewną siebie, genialną artystką, którą większość ludzi zaczynała kochać od pierwszego wejrzenia. Teraz wszystko wygląda inaczej. Mimo to, stara się powrócić do swojego wcześniejszego życia, ale im usilniej próbuje odtworzyć wydarzenia poprzedzające jej wypadek, tym więcej faktów przemawia za tym, że nie wszystko jest takie, jak jej powiedziano. Czy można nie znać najbliższych nam ludzi? I co ważniejsze - czy można nie znać samego siebie?

Tak strasznie trudno napisać coś więcej o fabule, skoro nie mogę Wam zdradzić jednej z najważniejszych, najistotniejszych i najlepszych rzeczy w tej historii!

W każdym razie, książka wciąga od pierwszych stron. Tak naprawdę całkiem już oklepana historia zostaje podana w nowej i odświeżającej formie, co daje bardzo dobry efekt końcowy. A im dalej zagłębiasz się w losy bohaterów, tym bardziej brutalna, okrutna i niespodziewana staje się ta opowieść. Niesamowite jest to, że tutaj naprawdę NIKT nie jest taki, jak nam się na początku wydaje. 


Historia jest przedstawiona przez dwóch narratorów. Jednym z nich jest Abbie, a drugim... właśnie - kto? Możemy się domyślać na podstawie sposobu, w jaki opisuje wydarzenia, ale... czy możemy być tego pewni? W końcu jest tu tyle tajemnic, że nawet kiedy wydaje Ci się już, że rozwikłałeś każdą z nich, nagle pojawia się nowy fakt, który wywraca wszystko do góry nogami. 

Pojawił się tu też wątek dzieciaczka z autyzmem, który był niesamowicie trudny i smutny (tzn. ten wątek), a w dodatku oparty na faktach z życia samego autora, który ma chorego syna! Dlatego Delaney mógł tak realnie oddać wszystkie emocje, problemy i codzienne zmagania. Ale w całym tym wątku najbardziej podobało mi się, to, jak powiązał chorobę z głównym motywem historii. 

To zadziwiająco głęboka książka. Pod przykrywką thrillera z dreszczykiem emocji, autor przemyca wiele poważnych i smutnych tematów, problemów, z którymi boryka się dzisiejszy świat, a także takich, z którymi być może będziemy musieli się dopiero zmierzyć. Mówi o moralności, o psychice i o tym, do czego ludzie są zdolni, gdy mają zbyt dużą władzę, albo po prostu myślą, że nikt ich nie widzi. Odkrywa przed nami najbardziej mroczne głębie ludzkiej duszy, myśli i zachowania, które staramy się ukryć przed światem. Samo pisanie o tym sprawia, że po plecach znowu przechodzi mi dreszczyk!

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes