Tana French - Wiedźmie drzewo


Toby ma idealne życie, dobrą pracę, cudowną dziewczynę, mieszkanie, pieniądze, przyjaciół i wszystko zawsze idzie po jego myśli. Do momentu, gdy dwóch gości włamuje się w nocy do jego mieszkania i przy okazji pobija go do nieprzytomności. Chłopak cudem unika śmierci, ale nie jest już równie sprawny (zarówno fizycznie, jak i psychicznie), co dotychczas. Dodatkowo, mierzy się z depresją, strachem przed wychodzeniem z domu i atakami paniki. Przeprowadza się z dziewczyną (Melissą) do rodzinnego domu, w którym za dzieciaka spędzał wakacje ze swoimi kuzynami pod okiem niezamężnego wujka Hugo, który teraz ma guza mózgu i powoli umiera, więc pomysł rodziny jest taki, że Toby będzie doglądał Hugo, Hugo będzie doglądał Toby'ego, a Melissa ich obydwu. I żyją sobie tak w trójkę w przyjemnej atmosferze, dopóki w jednym z drzew w ogródku nie zostaje znaleziony... ludzki szkielet. 

Zauważyłam, że ta książka spotkała się z raczej chłodnym odbiorem i wieloma negatywnymi opiniami. Mój instynkt wytrawnego detektywa (a tak naprawdę goodreads i lubimy czytać) doprowadził mnie do następującej konkluzji: wierni fani Tany są zawiedzeni poziomem Drzewa w porównaniu do jej poprzednich dzieł. Ja (niestety dla mnie, stety dla książki) takiego porównania nie mam, ponieważ było to moje pierwsze spotkanie z tą panią, dlatego też moja opinia nie będzie negatywna. 

Przeczytałam też w tych komentarzach, że akcja naprawdę długo się rozwija i to akurat najprawdziwsza prawda. "Wstęp" do historii "właściwej" (czyli do odkrycia morderstwa i dochodzenia w sprawie morderstwa) miał około 150-200 stron! Ale, jeśli mam być szczera, to ta część podobała mi się dużo bardziej od tej "kryminalnej". Przez ten początek się płynie. Powoli, bo powoli, ale jak przyjemnie! Kunszt pisarski pani French tchnie z każdego jednego zdania. Gdyby nigdy nie znaleźli tego szkieletu, a opowieść snuła się wolno wokół Toby'ego, Melissy i Hugo, mieszkających sobie w starym wiktoriańskim domu, to wcale nie byłabym zawiedziona. 

Jeśli chodzi o kryminały, to jestem przyzwyczajona raczej do rozwiązania, w którym jakiś błyskotliwy, ale nadużywający alkoholu detektyw (Jo Nesbo), ewentualnie ładna policjantka z ekscentrycznym pomocnikiem (Lucyfer, Castle) prowadzą dochodzenie, trafiają na coraz więcej zagadkowych poszlak i ostatecznie rozwiązują morderstwo w wielkim finale, a potem wszyscy biją im brawo. Tutaj jest zupełnie inaczej. Oglądamy całą historię z punktu widzenia Toby'ego, który jest w sumie jednym z podejrzanych, a w dodatku niezbyt błyskotliwym, czy ekscentrycznym, ponieważ po wypadku jego umysł nie pracuje na najwyższych obrotach. Do tego stopnia, że chłopak nawet sam nie wie, czy może przypadkiem to nie on zabił... Dlatego całe "dochodzenie" w jego wydaniu jest raczej koślawe i skupia się bardziej na tym, że Toby dowiaduje się rzeczy o sobie, a nie o biednym nieboszczyku. 


Dlatego, jeśli szukacie trzymającej w napięciu, ociekającej akcją i wybuchami powieści
detektywistycznej, to to nie jest dobra opcja. Ale jeśli kręci Was mocno rozwinięty wątek psychologiczny, głęboka analiza postaci i trudne tematy, to tutaj zdecydowanie znajdziecie coś dla siebie. 

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to końcówka, która bardzo mnie rozczarowała i zostawiła z mieszanymi uczuciami. Nie chodzi mi o to, że to było złe zakończenie, które należy shejtować, ale raczej, że zrobiło mi się przykro, bo miałam nadzieję, że wypadki potoczą się zupełnie inaczej. Aha, no i Toby był naprawdę tak strasznie zadufaną w sobie, samolubną osobą, że to aż nieprawdopodobne.






***
Recenzja
Wiedźmie drzewo
Tana French

Przeczytaj też

1 komentarze:

  1. Nie słyszałam o tej książce, ale jestem ciekawa. Obadam ją sobie na lubimy czytać :D

    PS. Jak zobaczyłam okładkę na miniaturce, uznałam, że BARDZO przypomina popularne teraz "Hazel wood"...

    www.kulturalnameduza.pl

    OdpowiedzUsuń

@booksoverhoes