Katherine Center - Milion nowych chwil

Maggie jest piękna, młoda i ambitna, właśnie ma rozpocząć wymarzoną pracę na wspaniałym stanowisku, a jej przystojny chłopak z bajki lada chwila się oświadczy. Całe życie stoi przed nią otworem i wszystko wydaje się perfekcyjne, do momentu gdy... Maggie zostaje poważnie ranna w wypadku samolotowym. 

Nagle traci całe swoje piękne życie i już nigdy nic nie będzie takie, jak dawniej. Do tego dochodzą jeszcze rodzinne tajemnice i konflikty, z którymi oczywiście musi się zmierzyć w najgorszym dla siebie możliwym momencie. I przydzielają jej najbardziej zmierzłego i opryskliwego terapeutę w całym szpitalu. A jej chłopak okazuje się być strasznie beznadziejnym dzieciakiem, o którego wszyscy z jakiegoś powodu martwią się bardziej niż o nią, mimo, że wyszedł z wypadku bez szwanku.

Ta książka zaskoczyła mnie, i równocześnie zachwyciła, swoim podejściem do tak trudnego tematu. Albo w sumie do wielu trudnych tematów. O których będę mówiła na tyle tajemniczo, żeby nic Wam nie zaspojlerować. W każdym razie, pomimo tych wszystkich okropnych rzeczy, które się w niej działy, książka była niesamowicie urocza, słodka, miła, zabawna. Autentycznie zabawna. Główna bohaterka, jakby na przekór swojej traumie i depresji, i życiu, które rozpadło się jej na kawałeczki, prowadziła tak błyskotliwe dialogi, że momentami śmiałam się na głos. Jej postać, a także postać jej siostry, były barwne, ciekawe i pełne życia. Niektóre wydarzenia były aż zbyt przesłodzone albo do bólu urocze, ale w ten taki miły sposób, w którym robi Ci się cieplutko na serduszku i masz ochotę się rozpłynąć. 


Z drugiej strony, również te smutne fragmenty, kiedy Maggie dopada depresja, zwątpienie i brak chęci do życia, są opisane bardzo realnie i prawdziwie i przypominają nam, że to nie są przelewki, a dziewczyna boryka się z naprawdę poważnymi i tragicznymi rzeczami.

Tyle rzeczy skłania tutaj do przemyśleń, do spojrzenia na różne sprawy z innego punktu widzenia. Weźmy choćby taki przykład: matka Maggie wydawała mi się być nieczułą, apodyktyczną kobietą, która starała się ułożyć córce całe życie, a do szybszej rekonwalescencji próbowała ją zmotywować, grożąc, że żaden mężczyzna już nigdy nie będzie chciał uprawiać z nią seksu. Wtf. Za każdym razem, gdy czytałam, co wygaduje, zastanawiałam się, dlaczego Maggie jeszcze nie kazała jej wyjść. Ale w ostatecznym rozrachunku to była dobra, czuła kobieta o wielkim serduszku, tylko trochę wyniszczona.

Tak więc niech Was nie zwiedzie swobodny ton i lekkość z jaką została napisana, to bardzo mądra i poruszająca książka. I nawet jeśli momentami jest troszkę naiwna albo przewidywalna, to niesie ze sobą dużo dobrego, ważne przesłanie i wiele przyjemności z czytania.

***
Recenzja
Milion nowych chwil
Katherine Center

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes