Ałbena Grabowska - Nowy Świat


W postapokaliptycznym świecie po buncie maszyn, trójka dzieciaków ucieka z Kolebki, która w teorii miała być ostoją dla biednych pokońcoświatowych sierot, okazała się jednak ośrodkiem naukowym, w którym dzieciakom usuwano pamięć, mieszano w głowie, a potem przeprowadzano na nich eksperymenty. Dlatego też każde z naszych trzech głównych bohaterów ma wyjątkowe zdolności. Estra potrafi czytać w myślach, Sky ma umysł o ogromnej pojemności, do którego można zgrywać dane jak na wielki dysk wymienny, a Maroon jest hybrydą lwa z człowiekiem. Aha, no i mają też gadającego kota, Freuda.

Pomysł jest dobry, z dużym potencjałem i początkowo z zachwytem myślałam, że oto mam przed sobą kawał naprawdę dobrej książki. Nawet ten bunt maszyn, który, nie ukrywajmy, jest jednym z najbardziej wyeksploatowanych motywów w literaturze, nie przeszkadzał mi jakoś szczególnie. Cyfrowo stworzona Wyżyna dla najbardziej uprzywilejowanych, na których reszta biedaków musi ciułać, to w sumie kolejny powtarzalny motyw, który jednak można było fajnie ograć. Natomiast Kolebka, w której pracują Ojcowie i Matki, brzmiała jak super sprawa (tzn. na tyle, na ile super może być ośrodek, gdzie eksperymentuje się na dzieciach).

Ale potem wszystko zaczęło się psuć...


Pani Grabowska nie wykorzystała w pełni ani nowoczesnej technologii, ani stworzonego przez siebie świata. Wszystkiego było za mało, opisy były bardzo skąpe i nie pomagały w poruszeniu wyobraźni, do tego mam zastrzeżenia do paru spraw natury logistycznej, jak i fizyczno-przestrzennej.

Sky, który jest naszym pierwszoosobowym narratorem, był naprawdę beznadziejny w swojej roli. Nie dość, że nie można o nim zbyt dużo powiedzieć, to jeszcze jest tym typem bohatera, który przesypia albo jest nieprzytomny podczas najważniejszych momentów w akcji, potem trzeba mu na szybko wytłumaczyć, co się działo, kiedy go nie było, a wychodzi to tak, że ani on, ani czytelnik nic nie ogrania.

Wątek miłosny był... nawet nie mdły, tylko zupełnie bezpodstawny, wciśnięty na siłę, nienaturalny, niespójny i porzucony nagle bez żadnego konkretnego wytłumaczenia. W takiej formie, w jakiej został podany, książka zupełnie go nie potrzebowała.

Dodatkowo, znalazłam pełno nieścisłości, które pozostawiły po sobie tylko niesmak, no bo jak tak można... Na przykład Sky otwiera rano oczy z komentarzem, że tak miło mu się spało i dobrze wypoczął, po czym dwa akapity później wspomina o tym, że całą noc budził się co chwila, bo śniło mu się, że torturują jego przyjaciela. Kto mógłby wypocząć podczas czegoś takiego?!

Na końcu zapanował już kompletny chaos, kiedy wszyscy zmieniali strony tysiąc razy i ostatecznie nie wiadomo już było, kto jest z kim, przeciwko komu i dlaczego. Pani Grabowska przegięła trochę ze zwrotami akcji. Zamiast "o nie, jak on/ona/oni mogli to zrobić?!" miałam takie "halo, ale co się tu w ogóle dzieje?!".

Zakończenie był rozczarowujące, w tym sensie, że całą książkę dążymy do czegoś, do tego jednego momentu, do punktu kulminacyjnego i rozwiązania, a ostatecznie jest ono takie... potraktowane po macoszemu, bez sensu i meh. A zachowanie Estry na ostatnich dziesięciu stronach było po prostu dziwne, jakby pani Grabowska nagle wyrzuciła bohaterkę, którą znaliśmy przez całą książkę i wprowadziła zupełnie nową.

Może jestem tak krytyczna, bo ten początek sprawił, że naprawdę miałam nadzieję na coś dużo lepszego, dlatego tak bardzo, bardzo się zawiodłam. Jedyny aspekt, który podobał mi się przez cały czas, to Maroon, bardzo słodki dzieciak. Do niego nie mam żadnych obiekcji.

***
Recenzja
Nowy świat
Ałbena Grabowska

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes