Wojciech Dutka - Czerń i purpura


Czerń i purpura to opowieść oparta na prawdziwej, niezwykłej historii miłości młodego austriackiego esesmana do żydowskiej więźniarki w obozie koncentracyjnym Auschwitz. W książce są to fikcyjne postaci - Franz Weimert i Milena Zieger. W prawdziwym życiu nazywali się Franz Wunsch i Helena Citronova i w internetach można znaleźć wiele źródeł, potwierdzających ich istnienie, a nawet zdjęcia!

Książka czyta się sama, bo, nie ukrywajmy, temat jest chwytliwy, a historia niesamowita. W końcu miłość esesmana do Żydówki to osobliwa sprawa. Tym bardziej, że wszechobecna propaganda, przywódcy Hitlerjugend, a później szkoleniowcy SS cały czas wmawiali chłopakowi, że Żydzi to podludzie, chorzy umysłowo, o zbrukanych duszach i obrzydliwych zapędach seksualnych, lubujący się głównie w gwałcie na młodych Polkach.

Autor dobrze odmalowuje przed nami, jak zmieniało się nastawienie społeczeństwa przed wojną, jak działała propaganda hitlerowców, jakie reperkusje dotykały Żydów. Później opisuje zło, smutek, wszechobecną śmierć i rozpacz panujące w obozach koncentracyjnych. Nie boi się wspominać o obrzydliwych seksualnych napaściach, o przypadkach kanibalizmu na współwięźniach, o ludziach, doprowadzonych do ostateczności głodem i nieludzkim traktowaniem.


Takie tematy nie wzbudzają mojego smutku. Nie zrozumcie mnie źle, wiem, że to przerażający i dojmująco smutny fragment naszej historii. Nie roniłam jednak gorzkich łez nad książką. Zamiast tego, byłam po prostu zła. Zła na ograniczonych, zaślepionych chorą propagandą ludzi. Na ich nieme przyzwolenie na okrucieństwo. Na to, że głupia stara baba poczuła się urażona, że nie mogła się wjebać w kolejkę przed Żydówką, więc postanowiła nasłać na nią swojego syna z bojówki. Na ciemnotę, zacofanie, skrajny idiotyzm społeczeństwa. Na "dobrych obywateli", którzy donosili władzom o ukrywających się ludziach. Na całą chorą filozofię "nadludzi" i nieludzi, którzy nie zasługują na życie. Na esesmanów, którzy narzekali, że muszą stać w upale, podczas gdy w komorach gazowych obok nich miliony niewinnych ludzi traciły właśnie życie. A potem bujali swoje dzieci do snu i popijali koniak, który wykradli z bagażu zamordowanych. Na przywódców krajów, którzy zgadzali się masowo wywozić Żydów do Auschwitz i jeszcze płacili Rzeszy gruby hajs za każdego pozbytego się w ten sposób Żyda. Na socjopatów, dla których wyznacznikiem honoru była liczba osób rozstrzelanych podczas jednej egzekucji.

Gdyby to zależało ode mnie, to podczas procesów norymberskich i całej tej reszty głosowałabym za stworzeniem dla nich nowego obozu koncentracyjnego, w którym mogliby gnić do końca swoich dni. Amen.

Ale nie o tym miałam pisać, to dalej recenzja. Jak widzicie, książka ta na pewno głęboko porusza. Dodatkowym atutem jest fakt, że nie skupia się jedynie na wydarzeniach w Auschwitz, gdy już losy głównych bohaterów splotły się ze sobą. Opisuje ich życie od młodszych lat, pokazuje, jak ukształtowały się ich charaktery w czasach przedwojennych, jaki wpływ miały na nich rodzina, wychowanie, ich odmienne religie. Ta książka to nie tylko powieść fikcyjno-historyczna, to także głęboka analiza psychologiczna postaci.


Ukazuje rozterki Franza, jego próby usprawiedliwienia samego siebie i swoich strasznych czynów, jego wewnętrzną walkę z sumieniem i zasadami wiary chrześcijańskiej, w której został wychowany (zanim zaczął mordować z zimną krwią był ministrantem). Przy okazji Franz nie jest w żaden sposób przedstawiany w lepszym świetle, jego winy są jasno wyartykułowane, mimo, że cała ta psychoanaliza ma chyba za zadanie pokazać, że życie niejako go do tego zmusiło.

Pokazuje też ciężar psychiczny z jakim musiała zmierzyć się Milena. Nie dość, że żyła w obozie koncentracyjnym, gdzie każdy dzień naznaczony był śmiercią, to jeszcze ciężko było jej pogodzić się z faktem, że jedyna pomoc, na jaką mogła liczyć, pochodziła od wroga, który stał za zagładą jej narodu i którego szczerze nienawidziła. Czy można być wdzięcznym komuś takiemu? Czy można dostrzec w nim człowieka?

Z bardziej technicznej strony, zupełnie nie podobał mi się styl pisania, ciągłe powtórzenia, dziwne zdania i jeszcze więcej powtórzeń. W niektórych miejscach taki zabieg mógł mieć uzasadnienie, jednak na ogół bardzo mnie raził i ciężko było mi przebrnąć przez początek powieści. Natomiast przestało mi to przeszkadzać (prawie), gdy już wciągnęłam się w historię i bardziej od ładnych zdań, interesowały mnie losy bohaterów.

Zgadzam się z autorem, który wyraził zdumienie faktem, że nikt wcześniej nie pokusił się o spisanie tej historii w tak rozbudowanej formie. Cieszę się, że Wojciech Dutka podjął się tego zadania. Nie jest to moim zdaniem utwór o wielkich walorach literackich, jednak uważam, że jak najbardziej warto sięgnąć po tę książkę ze względu na poruszane w niej bardzo ważne tematy, jak i niesamowitą główną historię.

***
Recenzja
Czerń i purpura
Wojciech Dutka

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes