Laini Taylor - Muza koszmarów

Jeśli nie czytaliście Marzyciela, ale macie to w planach, zdecydowanie odradzam zaglądanie do dalszej części tej recenzji, bo tylko popsujecie sobie zabawę. 

***

Jak dobrze wiemy, Sarai spadła.

Zsunęła się z dłoni serafina, nadziała na bramę i no cóż... umarła. Tak naprawdę. Na szczęście, czy też nieszczęście, małej Minyi udało się złapać jej duszę, zanim ta rozpuściła się w odmętach nicości i zaświatów. Jednak zamiast obdarzyć ją miłością, wolnością i szczęściem, Minya postanowiła wykorzystać Sarai, żeby szantażować Lazla i ostatecznie zemścić się na Szlochu

W tym momencie zakończył się Marzyciel i w tym też momencie powracamy do naszych bohaterów, którzy próbują ułożyć sobie na nowo życie - Sarai jako duch-niewolnik, a Lazlo jako boski pomiot z jedną z najbardziej pożądanych umiejętności, mocą, by kształtować boski metal. Będą musieli uratować Szloch przed Minyą i jej armią dusz, które zbierała od piętnastu lat, a Minyę przed nią samą, zamkniętą dalej w dniu, w którym dokonała się Rzeź. A także uporać się z nowym zagrożeniem, którego nikt się nie spodziewa. Tam tam tam...

Dodatkowo, wprowadzone zostają dwie nowe postacie - Kora i Nova, których największym marzeniem jest, by pewnego dnia przyleciał po nie okręt Mesarthimów (to ci niebiescy), obudził ich moce i zabrał je ze sobą, tak jak kiedyś zabrał ich matkę. Ich obecność zdecydowanie urozmaica fabułę, a przy okazji pozwala nam dowiedzieć się wielu nowych rzeczy o niebieskich najeźdźcach. 

Odkryte zostają też stare tajemnice, wiele rzeczy wychodzi na światło dzienne, a różne historie i
wydarzenia w końcu nabierają sensu. Niektóre wcale nie są przyjemne i troszkę ściskają nam serduszko ze smutku. A już na pewno bohaterom książki. 

Czytając Muzę, przypomniałam sobie, że już w Marzycielu coś mi nie pasowało w stylu pisania Laini Taylor. Nie w samej historii, fabule i postaciach, bo te są całkiem porządnie wykreowane. W Muzie autorka skupiła się bardzo na psychologicznych profilach bohaterów, ich przeszłości i motywacji. A także na dużo dokładniejszym i szerszym zarysie historyczno-geograficznym, jeśli można to tak nazwać. 

Nie jestem w stanie do końca sprecyzować, co mi przeszkadzało, chyba jakoś tak dziwnie zbudowane zdania i opisy, trochę nieskładne na moje oko. A do tego te niezbyt realne momenty, kiedy dookoła dzieje się mordercza akcja, wszyscy niby są przerażeni i na skraju śmierci, ale Laini nagle stwierdza, że to dobry czas, żeby zarzucić jakimś zabawnym dialogiem między bohaterami. 

No i mamy jeszcze te przesłodzone rozmowy Lazla z Sarai. Każda scena Lazla z Sarai jest przesłodzona. Dobra, może nie każda, ale na pewno zdecydowana większość. Nie zrozumcie mnie źle, ja tam całkiem lubię, kiedy bohaterowie znajdują się, magicznie w sobie zakochują (po trzech, ewentualnie pięciu dniach) i trwają sobie tacy zakochani i szczęśliwi (względnie szczęśliwi, biorąc pod uwagę fakt, że Sarai tak naprawdę umarła). Ale bez przesady. 

Początek nieco się dłuży, tam jest właśnie sporo tej psychologicznej rozkminy, długich opisów i ciężko wpasować się w rytm powieści. Natomiast od połowy książki akcja nagle rozkręca się tak, jakby autorka chciała nam zrekompensować z nawiązką przydługawy początek. Jeśli zaczniecie już tę część, nie będziecie mogli odłożyć Muzy, dopóki nie dowiecie się, jak wszystko się kończy. Tutaj nagle zapomniałam, że coś mi nie gra w stylu Taylor, tak pochłonęły mnie wydarzenia i zwroty akcji. A przy okazji wszystko potoczyło się w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewałam po przeczytaniu Marzyciela. Tak więc punkty za to zaskoczonko, pani Taylor

Jak to wygląda w podsumowaniu? Wszystko jest odrobinę zbyt ładne, cukierkowe i naiwne, ale jeśli przymkniemy na to oko (a przynajmniej ja, może Wam się spodoba i wcale nie będziecie czuli potrzeby zamykania oczu), to otrzymujemy bardzo przyjemną i szybką lekturę, ładne uzupełnienie pierwszej części, po które zdecydowanie warto sięgnąć, jeśli polubiliście się z Lazlo Strangem i baśniowo-sennym klimatem Marzyciela


***
Recenzja
Muza koszmarów
(Strange The Dreamer II
Marzyciel II)
Laini Taylor

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes