Jakub Małecki - Nikt nie idzie


Małecki jest jednym z moich wyjątków - jego książki odbiegają od pozycji, po które zazwyczaj sięgam, ale jakoś cały czas mnie do nich ciągnie. Mają w sobie po prostu coś magicznego i głęboko poruszającego.

W Nikt nie idzie śledzimy historię życia kilku bohaterów, zupełnie odmiennych, których losy splatają się ze sobą w bardzo nieoczekiwany sposób. Nie chcę zdradzać zbyt dużo na temat samej fabuły, żeby nikomu nie psuć zabawy, dlatego powiem tylko, że jest to książka o zwyczajnych dramatach zwyczajnych ludzi, w których możemy czasami zobaczyć samych siebie.

Dodatkowo Małecki przemyca w swoich historiach takie małe proste rzeczy, które wszyscy robią, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. I w momencie, w którym czytasz taki fragment, nagle zwracasz uwagę na to, jakie to normalne, że też tak masz, że przecież...
I jakoś tak od razu robi ci się bardziej swojsko, a bohaterowie stają się bardziej realni.


Na klimat powieści bardzo pozytywnie wpływa też jego styl pisania. Krótkie zdania. Stwierdzenia. Takim samym tonem wypowiedziane informacje o pogodzie, śmierci dziecka, i rozstaniu. Z jednej strony wydaje się to takie nienaturalne, a z drugiej takie... jak najbardziej normalne. Proste i bez owijania w bawełnę. Tak bym określiła jego styl. Bez owijania w bawełnę. 

A przy okazji ta książka, tak samo jak inne jego książki, jest tak głęboko niepokojąca, mimo (a może właśnie dlatego), że nie ma tu żadnego oniryzmu, żadnych zaświatów, duchów, potworów, tylko zwykli ludzie i problemy, które mogą przydarzyć się każdemu z nas. Ten fakt naprawdę mnie przestraszył i wprawił w straszny smutek podczas czytania, bo nigdy nic nie wiadomo i moje życie może się potoczyć tak niefajnie, jak tutaj. Małecki zdecydowanie potrafi grać na emocjach czytelników. 

No i dochodzi do tego jeszcze zakończenie, po którym przewracasz stronę, żeby dowiedzieć się, co się ostatecznie wydarzy, jak to się wszystko skończy, rozwiąże, a tutaj okazuje się, że więcej stron nie ma i to już jednak był koniec, i niczego więcej się nie dowiesz. Ała.

Podobał mi się bardzo motyw kultury japońskiej i książka, od której wziął się tytuł powieści, bardzo fajny pomysł, muszę kiedyś go wykorzystać do stworzenia czegoś podobnego. Podobał mi się również motyw muzyki i nieszczęsnego fortepianu. Obydwa okazały się bardzo psychologiczne i głębokie, dodały postaciom charakteru, ukazały, jak różne wydarzenia z odległej i bliskiej przyszłości kształtują ludzką osobowość. Bardzo fajny zabieg.

Ostatecznie jednak książka pozostawiła mnie z bardzo mieszanymi uczuciami. To nie tak, że mi się nie podobała, po prostu była moim zdaniem tak dojmująco smutna. I to wcale nie smutkiem, od którego troszkę się wzruszysz i otrzesz łezkę z oka, tylko takim ciężko osiadającym na serduszku i zgniatającym je powoli. Wciąż jednak uważam, że to dobra książka. Powieści Małeckiego mają w sobie coś pociągającego, co nie pozwala ich odłożyć, dopóki nie dotrzemy do końca... który, jak już napisałam, niewiele wyjaśnia. But still!

***
Recenzja
Nikt nie idzie
Jakub Małecki

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes