Marisha Pessl - Neverworld Wake


Beatrice przez rok nie odezwała się do żadnego z czwórki swoich szkolnych przyjaciół. Dlaczego? Rok temu w tajemniczych okolicznościach umarł jej chłopak, Jim, cud-miód malina, geniusz muzyczny i geniusz w ogóle, którego wszyscy kochali i wielbili. Policja niby ogłosiła, że to samobójstwo, ale nikt do końca nie wierzy, że Jim zrobiłby coś takiego. Bee na pewno nie wierzy. A do tego pozostaje jeszcze parę dziwnych rzeczy, które wymagają wyjaśnienia. Tak jak na przykład to, że w noc zaginięcia Jima, nikt z przyjaciół Bee nie był tam, gdzie twierdził, że był.

Skąd nasza główna bohaterka to wie? Otóż, jest strasznym creepem, który lubi śledzić innych ludzi. Ale o tym potem.

Po roku Bee postanawia pojawić się na urodzinach swojej (byłej) przyjaciółki Whitley i skonfrontować się z całą paczką, bo ma nadzieję w końcu dowiedzieć się czegoś o śmierci Jima. Okazuje się, że jest niezręcznie i dziwnie, że trudno skierować rozmowę na śmierć swojego byłego, a w drodze powrotnej z klubu podenerwowana i pijana Whitley, która oczywiście prowadzi auto, prawie wpakowuje ich wszystkich pod tira.

Po otarciu się o śmierć i powrocie do wielkiej posiadłości Whitley, naszych bohaterów czeka niespodzianka. Do drzwi dzwoni starszy jegomość w garniaku i informuje przyjaciół, że tak naprawdę nie udało im się uniknąć wypadku i w tym momencie leżą w rowie na skraju śmierci, a wszechświat rozszczepił się na ten ułamek sekundy i przeniósł ich do jakiejś fałdy w czasoprzestrzeni (tytułowego Nieświata), w którym nie są martwi, ale nie są też żywi. I będą przeżywać w kółko ten sam dzień, dopóki nie zagłosują jednomyślnie na jedną osobę. Ta osoba przeżyje, a wszyscy pozostali zginą w wypadku i świat wróci do normy. Tak w skrócie.

Pierwsze, co muszę powiedzieć, to, że byłam naprawdę przyjemnie zaskoczona. Bałam się, że pomysł będzie zbyt oklepany, że sposób pisania będzie nie do zniesienia (moje ostatnie doświadczenia z książką tego typu nie były zbyt dobre). W dodatku nie czytałam "Nocnego filmu" - powieści tej autorki, o której było u nas całkiem głośno, także nie wiedziałam, czego się spodziewać.

A tu okazało się, że książka naprawdę wciąga i trzyma w napięciu. Czyta się ją przyjemnie i szybko. Każda postać jest wykreowana w ciekawy, barwny sposób, ma swoją przeszłość, plany na przyszłość, charakterek, coś, co nią kieruje i tajemnice, które wcześniej czy później muszą wyjść na światło dzienne.

Funkcjonowanie tego alternatywnego świata nie jest do końca wyjaśnione, ale opisane bardzo sugestywnie i barwnie. Netflix wykupił prawa do ekranizacji i bardzo chętnie obejrzę ten serial, bo może wyglądać naprawdę świetnie, jeśli dobrze oddadzą w nim wygląd i atmosferę Nieświata. Bo dzieje się tam zdecydowanie dużo zdecydowanie dziwnych, zdecydowanie tajemniczych i zdecydowanie chorych rzeczy.

Jedynym minusem jest w moim odczuciu główna bohaterka. Dziewczyna przez większość czasu po prostu denerwuje mnie swoim zachowaniem. Jest taka niby słodka, urocza i świętoszkowata, biedna i skrzywdzona, bo jej chłopiec umarł, ma depresję i nie wie, co ze sobą zrobić, więc zazwyczaj w Nieświecie po prostu śledzi i podgląda pozostałych, i jeszcze jest jej przykro, że po roku nieobecności nikt się jej nie zwierza.

Natomiast, jeśli przymkniemy oko na zachowanie Bee, otrzymamy ciekawą lekturę z wątkiem fantasy, thrilleru, powieści detektywistycznej, tajemnicy i grozy. Zobaczymy, jak ludzie potrafią się zachowywać, jeśli nie mogą ich za to spotkać żadne konsekwencje.

I może w końcu dowiemy się, co tak naprawdę stało się z Jimem.
I może całkiem nas to zaskoczy.

Recenzja
Neverworld wake
Marisha Pessl

Przeczytaj też

0 komentarze:

Prześlij komentarz

@booksoverhoes